Redakcja

Foto-
reporterzy

O "MP"

Archiwum

Wybrane artykuły

Foto-
reportaże

Komorów
na łamach MP

Wieczory
w Wieczerniku

Kontakt

Wybrane artykuły


 2003   2004   2005   2006   2007   2008   2009   2010   2011   2012   2013   2014   2015   2016   2017 
Przejdź do spisu treści. MP nr55-56/05

Wrześniowe echa

nr 55-56. z 8 IX 2005r. /str. 26

Krok po kroku odkrywamy naszą komorowską historię...

15. września mija druga rocznica śmierci Sławka Sawickiego. Był jedynym moim kolegą ze szkoły podstawowej - tej w baraku poniemieckim, kierowanej przez Henryka Kotońskiego - z którym udało mi się pozostać w stałym, serdecznym kontakcie. To przede wszystkim jego zasługa. Gdyby ktoś chciał wiedzieć dokładnie, co oznacza stare określenie "dusza człowiek", powinien poznać Sławka. Niestety, jest to już niemożliwe.


Szkoła w Komorowie na tzw. Zieleńcu
Szkoła w Komorowie na tzw. Zieleńcu, w której długie lata był dyrektorem Henryk Kotoński



Gdy stoję nad grobem mojego przyjaciela na komorowskim cmentarzu, wokół szumi las pamiętający nasze wspólne chłopięce wyprawy, podczas których emocjonowaliśmy się śladami wojny gęsto rozsianymi na całym jego obszarze. Jeszcze na początku lat 70. ulica, przy której obecnie znajduje się cmentarz, była piaszczystą, polną drogą. Biegła skrajem lasu, oddzielając go od pól uprawnych łagodnie spływających ku rzece. Na tym miejscu później powstały ogródki działkowe. Wówczas jednak rozpościerał się rozległy widok na dolinę Utraty, za którą biegła szosa piotrkowska - obecnie trasa katowicka. Trudno o lepsze miejsce na pozycję obronną. I rzeczywiście, wśród skrajnych drzew lasu regularnym zygzakiem biegł wzdłuż drogi klasyczny rów strzelecki na przestrzeni co najmniej stu kilkudziesięciu metrów. Do dziś zachował się powyżej cmentarza jego mały fragment, kilka zakosów porośniętych drzewami i leśnym poszyciem, widocznych tylko dla bardzo uważnego obserwatora. Reszta zniknęła podczas budowy drogi asfaltowej i pod zwałami odpadów z działek. Bardzo liczne leje w głębi lasu mogły świadczyć o zaciekłej obronie tej pozycji przed nieprzyjacielem dysponującym ciężką artylerią lub nawet lotnictwem. Taki obraz mógł wywołać tylko jedno skojarzenie u młodocianych czytelników książeczek z popularnej serii wojennej z tygrysem na okładce. Byliśmy przekonani, że w tych okopach bronili się polscy żołnierze we wrześniu 1939 r. przed atakami oddziałów niemieckich, które po rozerwaniu naszej obrony w obszarze nadgranicznym bardzo szybko parły na Warszawę właśnie szosą piotrkowską.


Pola Komorowa
Pola Komorowa - okolice opisywane w tekście




Kampania wrześniowa zajmowała wówczas wyjątkowe miejsce wśród naszych zainteresowań. Odczuwaliśmy niewyraźną i nie do końca uświadomioną tęsknotę za wspaniałą, barwną Niepodległą, obecną we wspomnieniach naszych rodziców, która w upalnym końcu lata 1939 r. odeszła bezpowrotnie. Tak nam się przynajmniej wtedy wydawało, gdy wokół panowały szarzyzna, bylejakość i zakłamanie. Podziw dla tych, którzy mieli wypisane na sztandarach Bóg, Honor, Ojczyzna, i traktowali to śmiertelnie poważnie, rozbudzał naszą wyobraźnię. Lokalne, chwilowe sukcesy polskich żołnierzy we wrześniu 1939 r. bardzo nas dowartościowywały. Spekulowaliśmy, że gdybyśmy walczyli tylko z Niemcami, to może jednak udałoby się ich zatrzymać. Jeśli nie na Wiśle, to może na Bugu, a wtedy ... Czy mogło się zdarzyć to, co widzieliśmy oczyma naszej chłopięcej wyobraźni w komorowskim lesie? Dowództwo obrony Warszawy zrezygnowało z walki na dalekich przedpolach. W czwartek 7. września saperzy wysadzili mosty na Utracie. Ostatni konny patrol z Warszawy przebywał w naszych okolicach 8. września przed południem. Źródła niemieckie podają, że ich 4. Dywizja Pancerna osiągnęła linię Utraty 8. września w południe, bez kontaktu z oddziałami polskimi. Dowództwo dywizji ulokowało się w Nadarzynie. Starzy mieszkańcy Pruszkowa zapamiętali, jak około godziny 14. od strony Helenowa wjechali w brukowaną "kocimi łbami" ulicę Bolesława Prusa pierwsi motocykliści niemieccy. Po naprawieniu mostów na Żbikowie i w Raszynie, Niemcy tego samego dnia bezskutecznie próbowali z marszu zająć Warszawę.


Polski żołnierz Kampanii Wrześniowej
Polski żołnierz Kampanii Wrześniowej





Nie był to jednak koniec kampanii wrześniowej w naszej okolicy. Wyprzedzone przez zmotoryzowane jednostki nieprzyjaciela dywizje piechoty Armii "Łódź" 10. września były jeszcze w rejonie Skierniewic, maszerując uparcie w kierunku Warszawy. 30. Dywizja Piechoty otrzymała zadanie dotarcia 12. września do lasów na północny wschód od Nadarzyna, a więc w rejon naszego lasu. W tym czasie szosą piotrkowską przesunęła się do Nadarzyna niemiecka 31. Dywizja Piechoty, powiadomiona o zbliżaniu się resztek Armii "Łódź". Starcie było, więc pewne. Wydarzenia potoczyły się jednak inaczej. 30. DP zmieniła kierunek marszu na północny, gdyż napotkała bardzo silne zgrupowanie nieprzyjaciela w okolicach Mszczonowa. Do naszego lasu nie dotarła. Najbliżej Komorowa toczyła walki 28. DP z Armii "Łódź", a konkretnie jej 36. pułk piechoty. 12. września odbił on z rąk Niemców Brwinów, Kanie i Otrębusy, jednak natarcie na Pruszków zostało zatrzymane pod Parzniewem, a atak w kierunku Helenowa Niemcy udaremnili już w samych Otrębusach. Zdziesiątkowane jednostki Armii "Łódź" odeszły w ciągłej walce na północ, przez Puszczę Kampinoską do Modlina. Gdy po kilkunastu latach przyszedłem z moimi dziećmi na spacer do lasu, zrozumiałem jak byliśmy naiwni sądząc, że umordowani całonocnym marszem piechurzy, po 11. dniach ciągłych walk w odwrocie, byli w stanie wykopać tak rozległe rowy w przeciągu najwyżej kilku godzin. W rzeczywistości Niemcy w październiku 1944 r. rozpoczęli w okolicy prace fortyfikacyjne polegające na kopaniu rowów przeciwczołgowych i okopów. Udział w tych pracach był przymusowy, ale dawał legitymacje chroniące przed łapankami. Mieszkańcy Wsi Komorów wspominają, że za kopanie rowów w naszym lesie Niemcy dawali pół litra wódki dziennie. Na drugim krańcu lasu, wzdłuż ogrodzenia obecnych ogrodów działkowych SGGW, wykopany został wtedy głęboki rów przeciwczołgowy. Jego fragment nadal jest widoczny. Natomiast liczne leje stanowią pozostałość po akcji detonowania przez saperów Armii Czerwonej amunicji pozostawionej przez Niemców. Oto wyjaśnienie zagadki sprzed lat. Prośmy Boga, żeby polskie dzieci już nigdy nie miały okazji do rozwiązywania podobnych zagadek.

--------------------------

Leszek Kołodziejczyk





Copyright 2007-2012 © Strona jest własnością Magazynu Parafialnego Parafii NMP w Komorowie.
Projekt / Administracja (LKP), Greyworm & Majka, M. Bąkowski. Wszystkie prawa zastrzeżone.