Redakcja

Foto-
reporterzy

O "MP"

Archiwum

Wybrane artykuły

Foto-
reportaże

Komorów
na łamach MP

Wieczory
w Wieczerniku

Kontakt

Wybrane artykuły


 2003   2004   2005   2006   2007   2008   2009   2010   2011   2012   2013   2014   2015   2016   2017 
MP nr 5 (97). Przejdź do spisu treści

Świeccy w kościele


- MP nr 5 (97) z 12 IX 2010 /str.11-12

Zaangażowanie parafian w życie wspólnoty możemy obserwować poprzez aktywność grup przykościelnych. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele różnorakich form działania jest przez nie podejmowanych i jak obfite owoce takie działania przynoszą...

Czym dla mnie jest służba przy Ołtarzu?

Jestem ministrantem od niespełna 8 lat, a na pierwszą zbiórkę przyszedłem uczęszczając do trzeciej klasy szkoły podstawowej. W naszej parafii jest wielu ministrantów i lektorów, którzy mają już własne rodziny i do zakrystii przyprowadzają swoich synów, a czasami też wnuków, aby również ci mogli służyć przy ołtarzu. Jest pewien bardzo istotny element, przyciągający chłopców i mężczyzn, którzy przez wiele lat odpowiadają za pomoc kapłanowi w sprawowaniu mszy świętej. Tym elementem jest bardzo bliski kontakt z Jezusem. Znajdując się bezpośrednio przy sprawowaniu Najświętszej Ofiary jesteśmy w stanie skupić się na modlitwie, mieć możliwość patrzenia na poszczególne elementy liturgii, a także dokładnie wysłuchać słów czytań oraz homilii. Dzięki powierzanym nam funkcjom i zadaniom bardziej rozumiemy sens oraz potrzebę obrzędów, co pozwala nam na głębsze przeżywanie naszej wiary. Ministranci muszą nieustannie czuwać nad poprawnością wykonywanych przez siebie czynności, dbać aby nie zabrakło niezbędnych sprzętów liturgicznych i odpowiednio reagować na zaistniałe sytuacje. Służba, a szczególnie czytanie na mszach świętych, lub śpiewanie psalmów w obecności wielu wiernych, jest bardzo krępujące, ale uczy odwagi i dodaje pewności siebie. Służba przy ołtarzu ma duży wpływ na to, jak żyjemy i zachowujemy się na co dzień. Obowiązki ministranta, tzn. przygotowanie się do mszy św., zbiórki czy tzw. "dyżury" w dni powszednie pochłaniają czas, którego wszystkim nam ciągle brakuje. Jednak jak mawiał Paul Johnson "Jeśli chcesz mieć więcej czasu - znajdź sobie dodatkowe zajęcie" - to służba w kościele w pewien sposób porządkuje nasze życie. Mamy czas na odpoczynek, naukę oraz na modlitwę. Bardzo istotną rzeczą jest również fakt, że ministranci tworzą swoistą wspólnotę. Dzięki temu, że spędzamy ze sobą pewną część swojego życia, mamy okazję porozmawiać, poznać się, czy wzajemnie sobie pomóc. Dla mnie bycie ministrantem, a od ponad roku lektorem, to wielki zaszczyt przypadający na szczególny okres w moim życiu. Jest to czas dojrzewania i podejmowania pierwszych poważniejszych decyzji, dlatego cieszę się, że mam okazję ten właśnie czas spędzać tak blisko Boga - służąc przy ołtarzu. Każde wyjście do kościoła zawsze wiązało się i wiąże z różnego rodzaju wyrzeczeniami. W momencie kiedy zbliżała się msza święta w dniach, w których miałem dyżury, zawieszałem na jakiś czas codzienne sprawy i udawałem się do kościoła. Gdy inni jeszcze spali - ja musiałem być już na nogach, a gdy moi koledzy dobrze się bawili - mnie przypadał wyznaczony obowiązek. Jednak służba ministranta to nie konieczność, odbieranie wolności, ale osobista chęć zbliżenia się do Boga poprzez właśnie tę służbę - służbę dającą radość. Jestem bardzo wdzięczny Bogu za to, że w taki, a nie inny sposób, pokierował moim życiem. Cieszę się, że podczas służby przy ołtarzu poznałem wielu wspaniałych księży, siostry zakonne czy innych ministrantów, którzy utwierdzili mnie w przekonaniu, że to co robię jest nie tylko z korzyścią dla wspólnoty wiernych, ale przede wszystkim z wielką korzyścią dla mnie. Chciałbym, aby nigdy nie zabrakło mi zapału i odpowiedniego nastawienia i żebym zawsze w trudniejszych momentach mojego życia przypominał sobie modlitwę ministranta po służeniu: "Boże, którego dobroć powołała mnie do Twej służby, spraw, bym uświęcony uczestnictwem w Twych tajemnicach, przez dzień dzisiejszy i całe moje życie szedł tylko drogą zbawienia, przez Chrystusa, Pana naszego. Amen."

--------------------------
Rafał Olszak



Właściwie nie pamiętam innego sposobu uczestniczenia w Eucharystii jak służba przy ołtarzu. Ministrantem zostałem kiedy miałem 3 lata. W rodzinnej parafii na Nowym Mieście stawałem w prezbiterium w małej komży obok mojego taty - lektora. Po trzech latach dołączył do nas mój młodszy brat. Oczywiście nie miałem wtedy świadomości, czym jest to powołanie, ale bycie blisko centrum "akcji" liturgicznej bardzo pomagało skupić uwagę i coraz lepiej rozumieć Misterium Mszy Świętej. Po przeprowadzce do Komorowa rozpocząłem systematyczną formację ministrancką pod troskliwym okiem ks. Mariusza Zapolskiego. Zbiórki,spotkania, a nawet mecze piłkarskie dawały radość tworzenia wspólnoty. Uczyliśmy się, że służba ministrancka to nie tylko stawanie w komży przy ołtarzu, ale także codzienne i sumienne wypełnianie obowiązków, odpowiedzialność za siebie nawzajem. Będąc już dorosłym próbuję przenosić tę postawę służby na wszystkie sfery mojego życia. Mam świadomość, że posługiwanie w roli ministranta jest łaską, darem, który stale trzeba pielęgnować. Staram się to robić przez troskę o życie sakramentalne, przygotowywanie się do każdej mszy świętej i stałą formację. Wielką pomocą jest dla mnie Ruch Światło-Życie, w którym znaczącą rolę odgrywa właśnie odkrywanie piękna i mocy liturgii Kościoła. Ta obecność blisko ołtarza jest dla mnie wielką radością, widzę jak przez nią Pan Bóg kształtuje mnie, daje pokój i siłę każdego dnia.

--------------------------
Maciej Sabała


Moja przygoda z Kółkiem Różańcowym...

Kółko Różańcowe


Moja przygoda z Kółkiem Różańcowym zaczęła się kilka lat wcześniej, zanim do niego przystąpiłam. Podczas pieszej pielgrzymki na Jasną Górę zaczęłam odmawiać tę modlitwę regularnie, ponieważ jest ona częścią codziennych modlitw w trakcie trwania pielgrzymki. Po pewnym czasie od zakończenia pielgrzymki zaniechałam jednak tej modlitwy. Miałam różne problemy, z którymi nie mogłam sobie poradzić sama. Poszłam do spowiedzi i po wyznaniu grzechów otrzymałam od księdza pewną poradę, którą zaczęłam wprowadzać w swoim życiu. Ponownie powróciłam do różańca, tyle tylko, że teraz już wiedziałam, jak za jego pomocą rozmawiać z Matką Najświętszą. Jednocześnie z powrotem do modlitwy różańcowej zaczęłam częściej chodzić do kościoła i błagać Boga o potrzebne łaski. Za namową pani Jadzi poszłam także na spotkanie Kółka Różańcowego w naszej parafii. Była to bardzo nieufna wizyta. Nie wiedziałam, czego mogę się po niej spodziewać, jednakże, zebranie prowadzone przez ks. Proboszcza było bardzo ciekawe, więc zapisałam się do grupy. Po czasie, jaki upłynął od tego wydarzenia, jestem bardzo szczęśliwa, że należę do tej wspólnoty, która oby trwała jak najdłużej. Jako członkowie Kółka Różańcowego, zajmujemy się nie tylko modlitwą, ale także pomagamy osobom słabszym i chorym. Po tych latach wiem, że moje życie bardzo się zmieniło dzięki Bogu i Matce Najświętszej, ponieważ tylko przez wiarę i szczerą modlitwę człowiek przemienia swoje życie.

--------------------------
Maria Hajduk


Jak wpływa na mnie przynależność do Akcji Katolickiej?

Akcja Katolicka


Jestem członkiem Akcji Katolickiej. Ze względu na moje obowiązki w pracy niestety nie zawsze mogę uczestniczyć we wszystkich spotkaniach, które najczęściej odbywają się w środy w sali na plebanii. W czasie naszych zebrań odbywają się wykłady formacyjne, które bardzo pomagają mi w rozwoju mojej duchowości. W ramach naszych spotkań poruszane są różne tematy, dotyczące życia duchowego, kwestii społecznych oraz światopoglądowych. Spotkania Akcji Katolickiej pozwalają jej członkom wypowiadać własne opinie na wiele tematów, które nie zawsze muszą być zgodne z obiegowymi opiniami na dany temat, dzięki czemu uczestnicząc w spotkaniach można poszerzyć swoją wiedzę zarówno odnoszącą się do spraw duchowych, jak i tych "z życia wziętych". W związku z pytaniem o to, jak przynależność do Akcji Katolickiej wpływa na moje życie, pojawiło się we mnie pytanie, czy nie powinno być tak, że każdy wierny powinien należeć do jakiejś organizacji katolickiej? Muszę stwierdzić, że po głębszym namyśle doszedłem do wniosku, że takie "powszechne" przynależenie do organizacji i wspólnot kościelnych wcale nie musi być czymś dobrym. Dobrowolność oznacza, że członkowie sami podejmują świadomą decyzję o przynależności, dają się pociągnąć pewnej idei przewodniej stojącej u podstaw powstania danej grupy. Jak wiadomo, z "niewolnika nie uczyni się pracownika". Podobnie i w przypadku wspólnot kościelnych. Kościół daje nam szerokie spektrum możliwego wyboru co do należenia lub nie do jakiejś grupy. Ich siła i żywotność tkwi w tym, że ich członkowie są w nich "z jakiegoś powodu", co gwarantuje, że angażują siebie całych w działalność grupy.

--------------------------
Edward Opłocki






Copyright 2007-2012 © Strona jest własnością Magazynu Parafialnego Parafii NMP w Komorowie.
Projekt / Administracja (LKP), Greyworm & Majka, M. Bąkowski. Wszystkie prawa zastrzeżone.