Redakcja

Foto-
reporterzy

O "MP"

Archiwum

Wybrane artykuły

Foto-
reportaże

Komorów
na łamach MP

Wieczory
w Wieczerniku

Kontakt

Wybrane artykuły


 2003   2004   2005   2006   2007   2008   2009   2010   2011   2012   2013   2014   2015   2016   2017 
MP nr 1 (99). Przejdź do spisu treści

"Bez przebaczenia?"

Szczególny czas pracy nad sobą


- MP nr 1 (99) z 27 II 2011 /str. 4



Wielu z nas lubi oglądać westerny.
Nie ma się temu zbytnio co dziwić, przecież kiedyś w telewizji, tej czarnobiałej, dwu- lub trzykanałowej, jako przykład kina amerykańskiego leciały właśnie westerny. Kiedy planowa edukacja "szklanego ekranu" pokazywała nam Armię Czerwoną i Szarika zdobywających Berlin, jako przykład złego i nieludzkiego imperializmu ukazywano podbój Dzikiego Zachodu przez hordy rewolwerowców, dla których tzw. "gorączka złota" była jedyną obowiązującą ideologią.
Prosty kontrast: myśmy zdobywali dla wolności, tamci by tłamsić.
Niestety, wbrew oczekiwaniom, telewidzowie w Polsce polubili westerny i ich bohaterów. Jeśli ktoś nie wierzy, to niech sprawdzi sobie programy obecnych "wolnych" mediów. Bardzo często są w nich stare dobre westerny.
Widać zatem, że gust telewidzów nie zmienił się aż tak bardzo. Ja też lubię ten typ filmów. Nie żebym był ich jakimś wielkim fanem i koneserem, ale nie będę udawał, że nie chciałem być w dzieciństwie niepowstrzymanym rewolwerowcem. Ba - żeby było mało - na jeden z balów karnawałowych w przedszkolu, a miałem wtedy może z 5 lat, dostałem od rodziców strój kowbojski z dwoma pistoletami i pasami.
Sam pamiętam moment, w którym kłóciłem się z tatą, jak powinny być umieszczone w kaburach moje dwa plastikowe colty - rękojeścią do przodu czy do tyłu i czy kabury mają być przywiązane do nóg czy wisieć luźno. Możecie się śmiać, proszę bardzo, ale dla prawdziwego 5-letniego rewolwerowca są to ważne sprawy.
Jak już powiedziałem, fanem wielkim westernów nie jestem, ale obejrzeć mogę, szczególnie teraz, kiedy po zerwaniu ścięgna Achillesa jedyne trzy czynności, jakie mogłem wykonywać podczas rekonwalescencji, to: leżenie, spanie i jedzenie, które co tu dużo ukrywać, sprzyjały oglądaniu filmów i polityki. Ponieważ do polityki głowę mam za słabą, zostawały filmy. I w takich właśnie okolicznościach, razem z ks. Rafałem i ks. Patrykiem, zdarzyło mi się któregoś niedzielnego wieczoru obejrzeć western "Buch Cassidy i Sundance Kid". I wtedy mnie olśniło, że opis pewnego filmu mógłby posłużyć za wstęp do tego artykułu.
Clint Eastwood to ikona kina o kowbojach. W 1992 roku wyreżyserował western, który otrzymał Oscara dla najlepszego filmu. Obraz nosił tytuł "Bez przebaczenia" i ukazywał historię kilku podstarzałych rewolwerowców, którzy po burzliwym życiu starają się odnaleźć spokój i normalność.
Niestety, ciągną się za nimi demony przeszłości, które skutecznie uniemożliwiają im zbudowanie normalnych rodzin i relacji z ludźmi.
I właśnie w tym tkwi siła tego filmu - w ukazaniu jak ważną rolę w ludzkim życiu odgrywa kwestia przebaczenia: sobie i innemu człowiekowi oraz przyjęcia przebaczenia od drugiego.
Przebaczenie nie jest ukazane w filmie jako coś prostego, coś co przychodzi łatwo. Wręcz przeciwnie, ostatecznie bohaterowie utożsamiają się w różny sposób z tytułem tego filmu. Chociaż są w stanie przebaczyć samym sobie pewne zachowania, to ich udziałem, jak przystało na dobrą grecką tragedię, są także momenty, kiedy odmawiają tego innym osobom.
Przebaczenie to skomplikowany proces i trudne postawy, postawy, które często są ponad ludzkie siły.
Zresztą, przebaczenie jest takim tematem, który stanowi jeden z kamieni milowych kina i literatury. Wystarczy sobie przypomnieć "Pana Tadeusza" i historię życia Jacka Soplicy, który jako ksiądz Robak poświęca całe swoje życie na to, by uzyskać przebaczenie za grzechy przeszłości.
Inną postacią, w rozwoju której wielką rolę odgrywa przebaczenie, jest w dziejach naszej rodzimej literatury jeden z najbardziej popularnych bohaterów Sienkiewicza, Andrzej Kmicic. Kochamy oglądać go w filmie Hoffmana jak wysadza szwedzkie działo, ale nie zapominajmy, że do tej karkołomnej wyprawy pchała go chęć uzyskania przebaczenia ze strony przyjaciół, których kiedyś zdradził oraz Oleńki, która widziała w nim zdrajcę Ojczyzny.
W dziejach literatury francuskiej niezapomniany obraz przebaczenia i siły, jaką daje ono człowiekowi, pozostawił potomnym Wiktor Hugo w swojej powieści "Nędznicy". Główny bohater powieści to przestępca Jean Valjean, który w ramach resocjalizacji został skazany na pracę w kamieniołomach, w których, według prawa, miał odkupić swoje winy.
Powrót Valjeana do uczciwego życia kończy się w domu pewnego biskupa, który przyjmuje go na nocleg. Rano nasz bohater ucieka wraz ze sporą częścią drogocennych przedmiotów z domu biskupa, zostaje jednak pojmany przez żandarmerię i przyprowadzony do biskupa, który zapytany o to, czy te przedmioty należą do niego, widząc nędzę Jeana stwierdza, że Valjean jest jego przyjacielem, a przedmioty, które przy nim znaleziono, są darem, jaki ofiarował mu biskup Myriel. Główny bohater, widząc dobroć biskupa i przebaczenie, postanawia się zmienić. To bardzo ciekawy obraz zmiany pod wpływem przebaczenia. To nie praca lub program zmienia Valjeana, lecz postawa człowieka, na wzór którego Jean pragnie być dobry.
We współczesnym kinie przebaczenie jest także obecne i to trzeba przyznać, że w wielkim stylu, a to głównie dzięki reżyserskiemu talentowi Christophera Nolana. Jest on autorem serii filmów, w których motyw przebaczenia jest ciągle obecny, zmienia się tylko kontekst i sposób podejścia do problemu nolanowskich bohaterów.
Jego najgłośniejsze filmy ostatnich lat, to: "Batman - początki", "Prestiż", druga część przygód Batmana "Mroczny rycerz" i "Incepcja". Może kogoś dziwić, że filmy uważane za komercyjne niosą ze sobą jakieś przesłanie, ale jest to fakt. Każdy z bohaterów Nolana: Bruce Wayne, magicy w "Prestiżu" czy Dom Cobb z "Incep cji" ma wielki problem z przebaczeniem.
Wayne nie może sobie poradzić z tym, że na jego oczach zabito mu rodziców, którzy przez niego wyszli zbyt szybko z teatru i natknęli się na swoich zabójców. By zagłuszyć żale, staje się Batmanem, pogromcą przestępców, by w ten sposób naprawić to, co według niego było złem. W "Prestiżu" widzimy konflikt pomiędzy dwoma przyjaciółmi, z których jeden obwinia drugiego o śmierć swojej żony i nie mogąc mu wybaczyć rozpoczyna z nim śmiertelną konkurencję na coraz groźniejsze triki, nie bacząc na cierpienie innych ludzi, dotkniętych ich prywatną wojną. W "Incepcji" Dom Cobb, grany przez Leonardo di Caprio, jest najlepszym na świecie "wykradaczem" ludzkich snów. Nie może sobie jednak darować tego, że przez jego egoizm doszło do samobójstwa jego żony, która w ciągu filmu wciąż powraca jako istota, która komplikuje bohaterowi wykradanie ludzkich tajemnic podczas snu.
Przebaczenie, przebaczenie, przebaczenie...
podejście do niego bohaterów wyżej opisanych filmów jest także różne. Bruce Wayne przebacza sobie, co staje się jego wyzwoleniem, podobnie Cobb, który dzięki temu ma szansę wrócić do normalności.
Inaczej jest z magikami z "Prestiżu".
Obydwaj padają ofiarami własnych ambicji i niezgody na przebaczenie.
Nie chodzi tu o ukrytą reklamę tych filmów, za to są odpowiedzialni specjaliści od marketingu. Chodzi o to, by zwrócić uwagę, że przebaczenie musi być niezmiernie ważnym problemem świata, skoro jest obecne w wielkich utworach literackich oraz w najdroższych kinowych superprodukcjach ostatnich czasów. Nie ma bowiem człowieka, który nie popełnia błędów, człowieka, przez którego ktoś nie odczuwał bólu. Pytanie tylko, jak do tego problemu ma się odnosić chrześcijanin.
Wielki Post to czas, w którym wierni pochylają się nad tajemnicą przebaczenia, jakie Bóg ofiaruje człowiekowi.
Nabożeństwa pasyjne, takie jak Droga Krzyżowa lub Gorzkie Żale mają nam przybliżyć nie tyle to, jak źli jesteśmy, lecz to, jak wielka jest miłość Boga i Jego dar, którym jest Niebo.
Oto On sam stał się człowiekiem po to, by poprzez przyjęcie na Siebie ciężaru naszych grzechów, z którymi bez Niego sobie nie poradzimy, uzdolnić ludzką naturę, czyli nasz sposób działania, do tego, byśmy mogli walczyć z pokusą zła w naszej codzienności.
Po grzechu pierworodnym nie możemy w pełni być dobrzy i walczyć z grzechem - teologia powie tylko, że możemy rozwijać w sobie cnoty kardynalne, czyli roztropność, umiarkowanie, sprawiedliwość i męstwo oraz związane z nimi cnoty poboczne, które chociaż wspaniałe i uszlachetniające ludzkie życie, nie gwarantują nam zbawienia. Chodzi o to, że nawet najlepszy z ludzi, najbardziej dobry, wcale nie musi sobie wysłużyć zbawienia, bo można być przecież roztropnym bandytą, mężnym tyranem, umiarkowanym złodziejem lub człowiekiem, który podstawową zasadę sprawiedliwości ("Każdemu co mu się słusznie należy") będzie wykorzystywał w nieludzki sposób. Np. jeśli według prawa stalinowskiego należało kogoś zabić, to należało go na to skazać, bo według prawa literalnego właśnie taka kara była wyznaczona.
Cnoty naturalne to jeszcze za mało - człowiek potrzebuje cnót Boskich: Wiary, Nadziei i Miłości. Dopiero one dają nam nadzieję na zbawienie, ponieważ dzięki nim cnoty kardynalne będą przez nas wykorzystywane "po Bożemu". Te trzy cnoty są nam udzielane na chrzcie i są owocem przebaczenia, jakie otrzymaliśmy od Boga, dzięki męce i zmartwychwstaniu Chrystusa. Pojawia się pytanie, czy człowiek nie mógł zasłużyć na przebaczenie. Przecież mogliśmy być dobrzy itd. I co, Bóg by nam nie przebaczył? Przecież jest miłosierny, prawda? Mógł nam powiedzmy "wyzerować" licznik win i zaczęlibyśmy od nowa, nieprawdaż?
I tu zaczynają się schody, bo problem tkwi w naszym sposobie działania, czyli naturze. Jeśli Adam i Ewa nauczyli się w Raju źle działać, a grzech pierworodny to właśnie taka szkoła złego działania ludzkiego, to uwaga - przekazali taki sposób działania swojemu potomstwu, czyli ludzkości.
A natury nie przeskoczymy, działamy tak, jak ona funkcjonuje. Był zatem potrzebny ktoś, kto naprawi to, co człowiek zepsuł i nie mógł naprawić.
I tu zaczyna się historia Bożego przebaczenia, którego podstawą jest Miłosierdzie.
Otóż Miłosierdzie to nie "zerowanie" licznika grzechów, lecz pomoc Boga w tym, byśmy uczyli się, wsparci Jego łaską dostępną w sakramentach, bycia dobrymi. Konfesjonał to narzędzie stawania się lepszym.
Chrzest, bierzmowanie i Komunia Św. to też narzędzia. Sakrament chorych i małżeństwo są dokładnie tym samym, Bożymi narzędziami, które otrzymaliśmy jako łaskę, byśmy ulepszali naszą naturę.
W takim ujęciu, przebaczenie Boga to dar, który musi pracować w nas. Jezus przepracował w sobie ludzkie grzechy i umierając oraz zmartwychwstając odkupił nas, czyli odnowił nasz sposób działania, ale zbawienie tym różni się od odkupienia, że zakłada współpracę człowieka z Bogiem, który w ramach przebacze nia daje nam udział w odkupieniu.
Zatem przebaczenie według Boga, to pomaganie człowiekowi w tym, by ten stawał się lepszym, a nie owo przysłowiowe "zerowanie licznika" ludzkich grzechów!!! Trzeba o tym wyraźnie pamiętać, byśmy nie byli wyznawcami nauki Lutra, który mówił, że ostatecznie jak kochasz Jezusa, to cię On zasłoni przed jakimś gniewem Ojca Niebieskiego, "wyzeruje" ci grzechy i cichaczem wprowadzi do Nieba.
Skoro przebaczenie według Biblii i nauczania Kościoła zakłada to, że człowiek się zmienia, podobne proporcje należy przyjąć dla przebaczenia międzyludzkiego. Często wielu ludzi spowiada się z tego, że nie może przebaczyć komuś czegoś. Kiedy się ich dopytać, okazuje się, że oni jako nieprzebaczenie rozumieją to, że pamiętają złe sytuacje, doznane krzywdy, które powodują ich emocjonalne reakcje, np. gniew i złość. Moi drodzy, pora sobie wytłumaczyć, jak ma przebiegać przebaczenie w naszym przypadku.
Po pierwsze, przebaczenie ma dwa poziomy - przebaczenia właściwego i wtórnego. Pierwszy jest przebaczeniem we właściwym sensie i zakłada jedną rzecz - aktem woli mamy nie życzyć temu, kto nas skrzywdził, takiego zła, jakie nam wyświadczył, ani żadnego innego. Aktem woli, czyli decyzją np. "Panie Boże, nienawidzę tego i tego, ale pomóż mi bym mu nie życzył/ła źle". Kiedy Chrystus mówi w Ewangelii, że mamy miłować naszych nieprzyjaciół, to nie chodzi Mu o to, byśmy miłością emocjonalną kochali wroga, tylko byśmy aktem woli, jak to opisałem wyżej, nie życzyli mu zła ani nie pielęgnowali w sobie złości. Co się stanie kiedy tak nie zrobimy?
Będziemy zniewoleni nienawiścią, która z poziomu duchowego, przejdzie na poziom pamięci, uczuć, rozumu i w końcu działania. I zło nam wyrządzone osiągnie dodatkowy skutek - sami staniemy się karykaturą Boga. Oczywiście, to co opisałem jest teorią, kiedy bowiem przychodzi do praktyki, emocje i ból są tak wielkie, że zdobycie się człowieka, który doświadcza zła, na taki akt woli może być niezmiernie trudne, bo ból jest zbyt wielki. Pamiętam kiedyś rozmowę ze starszą kobietą, która na wojnie straciła całą rodzinę zamordowaną w bestialski sposób. Rozmawialiśmy właśnie o przebaczeniu. Stwierdziła, że pomimo upływu lat ból jest tak wielki, iż nie może się zdobyć na przebaczenie, chociaż minęło prawie 70 lat! Niestety, przebaczenie wcale nie musi łatwo przychodzić, bo zakłada walkę, a kiedy to my jesteśmy skrzywdzeni, walkę z samym sobą, która jest walką najtrudniejszą.
Drugi poziom jest mniej ważny, ale dla nas dużo trudniejszy, ponieważprzebaczenie wtórne przebiega na płaszczyźnie pamięci i emocji. Ludziom wydaje się, że nie przebaczyli i oskarżają się z tego przy spowiedzi, ponieważ w pamięci mają konkretne obrazy, kiedy byli krzywdzeni. Kiedy dajemy pociągnąć się takim obrazom, za jakiś czas zaczynają im towarzyszyć emocje, najczęściej złe i wtedy człowiek myśli, że nie przebaczył. Tak nie jest, przebaczenie, co podkreślę jeszcze raz, polega na akcie woli, a etap wtórny jest o tyle trudny, że pamięć oczyszcza się powoli. Trzeba często dużo czasu, by oczyścić pamięć ze złych wspomnień, często nigdy się to nam nie uda, ale można się nauczyć z tym żyć. W znanym powiedzeniu "Czas zaciera rany" jest niestety bolesne ziarno prawdy, bolesne dla każdego, kto jest na początku tego czasu...
Przebaczenie według Biblii musi być daniem człowiekowi możliwości pracy nad poprawieniem wyrządzonego zła. Warto to pamiętać przed spowiedzią, iż mamy obowiązek naprawy zła - to jest bowiem pełny proces przebaczenia: rozgrzeszenie daje nam, powiedzmy, "przepustkę" do poprawy tego, co przez nas popsute, ponieważ z bagażem grzechów ciężkich nie moglibyśmy wykorzystać łaski innych sakramentów, a obciążeni grzechami powszednimi czynilibyśmy iście "syzyfowe prace" na tym polu.
Dlatego moi drodzy, przebaczając nie wolno nam zwolnić danej osoby z naprawy wyrządzonego przez nią zła. Nie bądźmy naiwni i nie "zerujmy licznika grzechów". Jeśli coś się stało, to nie mówmy "Wszystko ok. Nie zrobiłeś nic złego" - uczmy winowajców naprawiania zła, które wyrządzili, sami pamiętając o tym, że przebaczenie to nie żaden licznik.
Ostatnią wartą wspomnienia sprawą jest radzenie sobie z wyrzutami sumienia po grzechach już odpuszczonych.
Są takie grzechy, z których można się wielokrotnie spowiadać, np. zabójstwo, aborcja, poważna krzywda wyrządzona innym. Grzechów odpuszczonych raz już nie ma - nie istnieją i koniec. Jeśli pamięć lub sumienie do nich wracają, to jest to albo kwestia źle uformowanego sumienia, albo działania złych duchów, które specjalnie wprowadzają w nas wyrzuty sumienia. Odpuszczone grzechy, o ile są w naszej pamięci, mają być tylko przestrogą przed powrotem do nich i niczym więcej. Nie wolno się dać stłamsić odpuszczonym grzechom przeszłości, bez względu na to, jak bardzo ciężkie i odrażające by one nie były.
Zdaję sobie sprawę, że niniejszy artykuł nie wyczerpuje całego zagadnienia, jakim jest przebaczenie, ale nigdy nie miał on takiego celu. W moim zamyśle miał być raczej pewnym zarysowaniem problemu, ukazaniem, że jest to jeden z takich tematów, które towarzyszą człowiekowi wszystkich czasów i epok. Jest to temat, od którego tu na ziemi nigdy nie będziemy wolni, bo zawsze będą tacy, których albo my skrzywdziliśmy, słowem, czynem, gestem, lub ci, którzy byli naszymi krzywdzicielami. Przebaczenie jest trudne, wymaga bowiem po pierwsze otwarcia się na przebaczenie, które ofiaruje nam Bóg (a jakże ciężko jest nam przyjmować coś, za co nie można się odwdzięczyć). Następnie zakłada przepracowanie własnych win lub też cierpienia, które zostało nam zadane. W tym temacie nie można dawać za dużo rad, każdy z nas cierpi bowiem po swojemu, czy to jako ofiara, czy winowajca, bo przecież oni także cierpią, nawet jeśli nie są tego do końca świadomi.
Kiedy przyprowadzono do Jezusa kobietę cudzołożną, by ją potępił, On wziął ją w obronę i ofiarował jej przebaczenie "Kobieto, nikt Cię nie potępił? I Ja Ciebie nie potępiam - idź i nie grzesz więcej". Obyśmy potrafili odnajdywać samych siebie w tym obrazie, czy to jako przebaczających, czy to jako proszących o przebaczenie Boga i ludzi. Byśmy nigdy nie byli ludźmi "Bez przebaczenia", bojącymi się go udzielać, lub starać się o nie i je przyjmować.

--------------------------

Ks. Paweł Rogalski







Copyright 2007-2012 © Strona jest własnością Magazynu Parafialnego Parafii NMP w Komorowie.
Projekt / Administracja (LKP), Greyworm & Majka, M. Bąkowski. Wszystkie prawa zastrzeżone.