Redakcja

Foto-
reporterzy

O "MP"

Archiwum

Wybrane artykuły

Foto-
reportaże

Komorów
na łamach MP

Wieczory
w Wieczerniku

Kontakt

Wybrane artykuły


 2003   2004   2005   2006   2007   2008   2009   2010   2011   2012   2013   2014   2015   2016   2017   2018 
Przejdź do spisu treści.

Niezwykła wizyta

Sami o sobie - Wolny głos młodzieży Komorowa

MP nr 2 (100) z 21 IV 2011r. /str. 42-43

Gdy tylko Pani Aldona Kraus wydała swój drugi tomik poezji "Magnifikat Polski", zaraz zawiozła go Ojcu Świętemu. Jan Paweł II przeglądając zamieszczone w nim utwory powiedział krótko: "Lecz i pisz". Przed nami niezwykła rozmowa z lekarką - poetką.
Droga do Anina wydawała mi się strasznie długa. Być może dlatego, że bardzo czekałam na rozmowę z panią Aldoną... Na szczęście po 40 minutach znalazłam się na miejscu. Kiedy wjechaliśmy w ulicę Niemodlińską, moje serce zaczęło bić szybciej. W końcu niecodziennie ma się okazję przeprowadzać wywiad z tak ważną osobą. Uważnie się rozglądałam wypatrując domu z numerem 36. Rozpoznałam go natychmiast, po kamieniu ks. Jana Twardowskiego. Kiedy go oglądałam, pod bramę podjechał niebiesko-srebrny samochód, z którego wysiadła pani Aldona. Przywitałyśmy się serdecznie. Po chwili byłyśmy już w środku. Dom pani Aldony Kraus wydawał mi się ogromny... Największe wrażenie wywarł na mnie salon. Znajdował się tam duży stojący zegar, a na ścianach mnóstwo obrazów. Każdy przedstawiał coś innego. Czułam się jakbym była w galerii sztuki. Pani Aldona poczęstowała mnie owocową sałatką i gorącym kubkiem herbaty. W końcu zaczęłyśmy rozmowę.

Wiem, że swoje wiersze zaczęła Pani pisać jako dorosła kobieta...

Nigdy przedtem nie czułam nie tylko powołania do poezji, ale nawet żadnej potrzeby pisania. Niemniej jednak stale byłam nią otoczona. Moje serce uwrażliwiła na wiersz moja mateńka, babcia oraz moje wspaniałe szkoły. Książki w moim domu były od zawsze. Pierwsza biblioteka w Gocławku, gdzie mieszkałam, została spalona przez Rosjan. Stacjonował w naszym domu radziecki lekarz, który palił książki. Wiele rzeczy w nim zniszczył lub wywiózł.

Jakieś szczególne wspomnienie z tego okresu?

Jedną z moich pierwszych książek była "Niedziela". Dostałam ją od moich nauczycielek - sióstr szarytek (chodziłam tam do przedszkola i pierwszych klas szkoły podstawowej). Upaństwowiono obie te placówki po aresztowaniu ks. prymasa Stefana Wyszyńskiego. Szkoła była jego "oczkiem w głowie" i był w niej częstym gościem. "Niedzieli" nauczyłam się na pamięć i przedstawiłam księdzu prymasowi wiersz pt. "Trzej króle jechali Jezuska szukali" . Pamiętam to do dziś. Książka ma mój pierwszy wpis - Aldonka - na tytułowej stronie, który wykonałam sama, jak tylko nauczyłam się pisać. Oznaczyłam ją numerem jeden.

A samodzielna twórczość?

Swój pierwszy wiersz napisałam jako 16-latka. Było on o Szopenie i ofiarowałam go mojej mamie. Odbywał się wtedy konkurs szopenowski. Byłam na kilku koncertach. Napisanie tego wiersza wtedy dla mnie samej było zaskoczeniem. Mateńka przechowała go. Od dziecka pragnęłam jednak być lekarzem - tak, jak moja mama. Właściwie małą lekarką (tak mówiła na mnie Basieńka) - byłam od zawsze. Leczyłam wszystkie moje koleżanki. Jako kilkuletnia dziewczynka wykonałam "operację wyrostka", co skończyło się strachem i płaczem mojej przyjaciółki Irenki. Wspomniana przeze mnie Basia bezgranicznie mi ufała, a była przeze mnie leczona nawet rycyną. Na szczęście ten incydent miał szczęśliwe zakończenie. Tak naprawdę nigdy, ale to nigdy nie myślałam o pisaniu.

Kiedy przychodzi do Pani natchnienie, wena twórcza?

Ono przychodzi wszędzie w najmniej oczekiwanych momentach. Pisanie daje mi ogromną przyjemność, uskrzydla mnie. Myślę, że wszyscy inni ludzie posiadający jakieś pasje - fruwają. Jeden z moich ostatnich wierszy napisałam podczas powrotu z próby przed komorowskim koncertem, który się odbył na okazję otwarcia Domu Kultury "bez murów". Stanęłam wtedy sobie na rozległym polu, otworzyłam okno samochodu, patrzyłam na Komorów po lewej stronie i napisałam wiersz właśnie o starym Komorowie. Natchnienie spada na człowieka i to jest właśnie najwspanialsze.

Pisała Pani wiersze o lub do swoich najbliższych?

Tak. Pisałam. Pierwsze wiersze były dla babuni, potem nagle aż czterdzieści kart bożonarodzeniowych do przyjaciół. Każda z nich mówiła o narodzeniu Dzieciątka Jezus, przeżywaniu świąt. Tak się to zaczęło. Nagle zapragnęłam napisać wiersze dla moich synów, o tym co się ważnego zdarzyło w ojczyźnie, o świecie, otaczającej przyrodzie, która zawsze mnie zachwycała. I tak jest do dziś.

Ma Pani sentyment do Komorowa?

Oczywiście, ogromny. Jednak na początku nie jechałam z radością do Komorowa, ponieważ byłam bardzo smutna po utracie mojej ukochanej szkoły na warszawskim Kamionku. Aresztowano księdza prymasa. To był dla mnie straszny cios, bo kochałam tamtejszych ludzi dziecięcą miłością, to jest całym gorącym sercem. Mój ojciec Sergiusz Romaniuk zginął w obozie. Osiem lat później moja mama wyszła ponownie za mą ż i przeprowadziliśmy się do Komorowa. Na początku, choć miałam piękny dom z ogródkiem, nadal tęskniłam do tego, co było... Moją wielką miłością w Komorowie, taką zawsze, na zawsze, była Pani Albina Stępkowska - moja nauczycielka matematyki, moja drużynowa i serdeczna przyjaciółka.

Wydała Pani kilka tomików swoich wierszy. Każdy z nich jest o czymś innym.
Który z nich jest Pani ulubionym?

Mam do tych tomików zawsze ciepłe uczucia. Szczególnie do tego pierwszego, który został wydany przez siostry loretanki za przysłowiowe Bóg zapłać. Myślę, że osoby, które piszą, traktują napisane przez siebie wiersze jak własne dzieci. Wydanie każdego tomiku wiąże się z niewyobrażalnym wzruszeniem. Drugi tomik "Magnifikat Polski" został napisany z myślą o Ojcu Świętym - Janie Pawle II. Wydał go mój przyjaciel, Jędrzej Kowalski z Anina. Pojechałam z tymi tomikami do Ojca Świętego. Przyjął je, oglądał i powiedział "Lecz i pisz". Mam to nawet do dziś nagrane. Gdy zamykam oczy, czuję na czole dotyk Ojca Świętego i ten Jego krzyżyk na dalej. Słyszę Jego głos, czuję, że zawsze jest przy mnie.

Ma Pani na swoim koncie wiele osiągnięć.
Należy Pani do Unii Polskich Pisarzy i Lekarzy oraz PAPA (Polish American Poets Academy), która przyznała Pani w 2005 r. tytuł "Poety roku". Czy spodziewała się Pani takiej nagrody?

Tych osiągnięć wcale nie jest wiele, a wtedy czułam się niesamowicie zaskoczona, bo właściwie tylko korespondencyjnie utrzymywałam z nimi kontakt. Już raz wcześniej byłam w Ameryce. Nie znałam jednak ludzi z Polish American Poets Academy. Wręczenie nagrody odbywało się w New Jersey. Wspaniale wspominam ten wieczór z piszącymi ludźmi, poezją i pobyt tam. Pamiętam, jak jechałam wieczorową porą przez rozświetlony Nowy Jork i choć nie było już Word Trade Center, miasto wyglądało wspaniale.

Odwiedziła Pani również Florydę i znajdujący się tam Ośrodek Jana Pawła II.

Wielka radość - Hania Kolanko czekała na mnie przy schodach samolotu. Pojechałyśmy prosto do muzeum - dawnego domu Salvadora Dali. W Metropolitan Museum zobaczyłam tylko jeden jego obraz - Madonnę. Jednak chciałam je wszystkie obejrzeć, szczególnie te związane z Ukrzyżowanym. Tam na Florydzie zobaczyłam je zgromadzone na zbiorczej wystawie prawie wszystkie. Później czytałam swoje wiersze w Ośrodku Jana Pawła II. Było to jednocześnie moje spotkanie z mieszkającymi tam Polakami. Prezentowałam swoje wiersze przy akompaniamencie śpiewu Juli z Austrii. Zostałam też zaproszona do Bostonu, na Dzień Pułaskiego, przez poetę Aleksandra Biedaka. Pojechałam tam poznać tych wszystkich ludzi, którzy walczyli o Polskę. Wiersze pana Aleksandra znałam z polonijnej prasy. Spotkałam tam też wspaniałą polską młodzie ż To było niezapomniane spotkanie z młodzieżą i weteranami wojny. Niebywałe rozmowy... Wieczorem w podziemiach polskiego bostońskiego kościoła miałam czytać swoje wiersze. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy Polak ks. Józef Nowak przyprowadził czterdzieścioro młodych, mieszkających w różnych stanach, osób na wieczór. Studiowali na tutejszych uniwersytetach: Oxford i Cambridge. Te uczelnie dzieli tylko pas lasu, traw, gdzie są wspólne pikniki. Byłam na takim jednym pikniku. Zostałam zaproszona przez młodzież.

Nic dziwnego! Z wielką przyjemnością słucha się Pani opowieści. W związku z tym naszych drogich
Czytelników Magazynu zapraszamy na kolejną pogawędkę z panią Aldoną, która ukaże się z następnym numerze.

--------------------------

Weronika Wierzbowska





Copyright 2007-2012 © Strona jest własnością Magazynu Parafialnego Parafii NMP w Komorowie.
Projekt / Administracja (LKP), Greyworm & Majka. Wszystkie prawa zastrzeżone.