Redakcja

Foto-
reporterzy

O "MP"

Archiwum

Wybrane artykuły

Foto-
reportaże

Komorów
na łamach MP

Wieczory
w Wieczerniku

Kontakt

Wybrane artykuły


 2003   2004   2005   2006   2007   2008   2009   2010   2011   2012   2013   2014   2015   2016   2017 
Przejdź do spisu treści.

- Łaska

Bohaterowie Starego Testamentu

MP nr 2 (107) z 08 IV 2012r. /str. 4

Kiedyś słyszałem anegdotę o jednym z warszawskich księży, którego zapytano, jakie są trzy najpiękniejsze widoki na świecie. Ksiądz był znany z dosyć ciekawych porównań oraz z poczucia humoru, zresztą po dziś dzień, krążą o nim liczne anegdoty i liczne przykłady z jego niezwykle ciekawych kazań. Los w postaci Kurii Rzymskiej sprawił, że obecnie jest on proboszczem w diecezji warszawsko-praskiej, a że nie mam tak do końca pewności, ile w opowieściach o nim jest prawdy, a ile legendy, poprzestanę na stwierdzeniu, iż funkcję proboszcza pełni godnie i z imienia i nazwiska go nie wymienię.
No tak, ale wracając do zadanego owemu księdzu kiedyś pytania o piękno - podobno po chwili namysłu, ksiądz ów powiedział tak: "Dla mężczyzny trzy najpiękniejsze widoki na świecie to: konie w galopie, okręt wychodzący w morze pod pełnymi żaglami oraz kobieta z dzieckiem na rękach". Nigdy nie widziałem tabunu koni w pełnym galopie, co najwyżej pamiętam z dzieciństwa spędzanego u dziadków na wsi, jaką wielką radością była jazda wozem zaprzęgniętym w konie po siano, trawę bądź po krowy. Może dzisiaj dla dzieciaków wielką frajdą jest korzystanie z komputerów i gier albo telewizji. Moje dzieciństwo to były te cudowne chwile, kiedy rano czekaliśmy z ciotecznym rodzeństwem aż nas obudzi babcia i o 6 albo nawet wcześniej jechaliśmy z krowami, aby je upalować na łąkach za parkiem, który pozostał we wsi moich dziadków jako pozostałość hrabiowskiego ogrodu. Takie ranne wstawanie było czymś cudownym, a później jazda wozem i możliwość prowadzenia koni, kiedy się ma 5 albo 6 lat. I mijaliśmy wpierw figurkę przy rozstaju dróg, później skręcaliśmy w lewo, jechaliśmy prosto aż do kolejnego rozstaju dróg na wysokości kościoła parafialnego. Skręcaliśmy w prawo przy budce z piwem (jak widać bliskość kościoła i budki z piwem nie stanowiła problemu) i sklepie. Jechaliśmy prosto aż do mleczarni i przy niej skręcaliśmy w lewo. Później prosto, przy dworze hrabiowskim, który dzisiaj jest już kompletną ruiną. Następnie przez park i zaczynały się łąki, które należały do mojego dziadka, a wcześniej pewnie do wielu pokoleń hrabiów Grabowskich, których duch czasów, kiedy wszystko było wspólne, wywiał daleko poza granice kraju...
Ot i wspomnienia związane z pięknem koni w galopie. Okrętu pod pełnymi żaglami nigdy nie widziałem, bo i kierunek nadmorski jakoś tak zawsze nie leżał na drogach moich wakacyjnych wojaży. Bałtyk widziałem, więc może i jakieś okręty żaglowe na nim, ale niewiele pamiętam, więc nie zamierzam się rozwodzić nad tym wymiarem piękna, o którym wspominał ów ksiądz. Co najwyżej mogę się z nim zgodzić, że samo morze musi mieć w sobie coś cudownego i magicznego dla mężczyzny, skoro tylu ludzi w ciągu dziejów trwania ludzkości nie bało się na nie wypuszczać. Mój kolega z klasy z podstawówki, z którym dodatkowo mieszkałem w jednym bloku, został marynarzem. Pamiętam jak całą 7 i 8 klasę przesiedział rysując na okrągło okręty. Pancerniki wychodziły mu najlepiej, a spośród nich szczególnie jeden, niemiecki pancernik "Bismarck" z okresu II Wojny Światowej. Chłopak tak był zafascynowany morzem, iż muszę stwierdzić, że musi być coś pięknego w morzu, skoro z Warszawy przeniósł się do Darłówka do szkółki morskiej i obecnie pewnie pływa gdzieś po morzach i oceanach świata.
No i ten trzeci wymiar piękna - kobieta z dzieckiem na rękach. Piękno to w ogóle ciekawa sprawa, niesamowicie mocno działająca na mężczyzn. Z trzech klasycznych greckich filozoficznych najważniejszych idei: Dobra, Prawdy i Piękna, mężczyzna może uciekać od Prawdy, Dobro może go nie pociągać, ale Piękno zawsze na niego podziała. Inaczej skąd by się brały wszystkie te przecudne dzieła sztuki, poezja, malarstwo, rzeźba, pieśni miłosne - jeśli mężczyzna nie byłby zafascynowany Pięknem, szczególnie pięknem kobiety? Mężczyźni są wrażliwi na piękno chyba jak na żadną inną rzecz na świecie. Kiedyś nawet, zastanawiając się nad fenomenem piękna kobiety i siłą jaką on wywiera na kulturę i sztukę, doszedłem do takiego wniosku: może i Bóg dał facetowi większą siłę fizyczną, ale żeby wyrównać ten niedostatek po stronie kobiety, dał jej coś równie mocnego, a kto wie czy nie mocniejszego - piękno i urok, którymi niewiasta może mężczyznę zauroczyć.
Ale to tylko takie moje dywagacje...
Wracając do tematu kobiety z dzieckiem na rękach. Mogę to na szczęście obserwować do woli, gdyż w Komorowie dużo kobiet ma dzieci. Mam też przyjaciół z małym dzieckiem i mogę dosyć często obserwować ich rodzicielskie zmagania. Widzę jak bardzo są zmęczeni, jak bardzo poświęcanie czasu dziecku odbiera im czas potrzebny na wypoczynek. Widzę zmęczenie na ich twarzach, niewyspane oczy i uśmiech, który nie jeden raz przykrywa i fizyczne i psychiczne zmęczenie. Ale wystarczy jeden uśmiech małego, żeby na ich twarzach pojawiła się radość. Przyjaciel kiedyś przysłał mi MMS-a ze zdjęciem synka, które mam po dziś dzień, zachwycony uśmiechem małego, wtedy ledwie 2-miesięcznego dziecka. Jeśli dorosły mężczyzna pisze mi, że ten uśmiech ze zdjęcia wynagradza wszelkie trudności, to widać piękno takich chwil musi być olbrzymie. I chyba z całej trójki pięknych obrazów, które wymienił przed wieloma laty ów wspomniany ksiądz, ja ten ostatni obraz, kobiety z dzieckiem postawiłbym na pierwszym miejscu jako najuważniej i najbardziej mnie wzruszający. I dlatego bohaterem tego artykułu nie będzie jak dotychczas bywało mężczyzna, lecz kobieta. Niewiasty tej nie ma co nawet porównywać z Mojżeszem lub Abrahamem jeśli idzie o ilość stron, które poświęca jej Biblia. Na szczęście Duch Święty ma to do siebie, że o rzeczach wielkich potrafimówić przy pomocy zarówno wielu, jak i niewielu słów, a odwieczne prawdy i przedwieczne mądrości przedstawia na przykładach zarówno postaci bohaterskich wodzów, jak i prostych zwyczajnych ludzi. Jedyne co dla tych ludzi jest wspólne, to tajemnica ich wielkich i szczerych oddanych Stwórcy serc.
Anna jest ukazana w 1 Księdze Samuela jako kobieta bardzo piękna, ale nie tylko w wymiarze cielesnym, gdyż takie piękno najłatwiej dostrzec i zbanalizować. Nie, Piękno Anny tkwi dużo głębiej, mianowicie w jej stosunku do Boga. Dla kobiety hebrajskiej największą życiową katastrofą była niemożliwość urodzenia potomstwa swemu mężowi. I Anna była dotknięta taką niemocą. Chociaż była kochana bardziej przez swego męża niż jego druga żona Peninna, która zrodziła Elkanie potomstwo, serce naszej bohaterki było pełne żalu i goryczy z powodu nieszczęścia, które ją dotykało. W momencie najtrudniejszym, kiedy drwiny Peninny z powodu niepłodności Anny ranią jej serce najbardziej, nasza bohaterka udaje się do sanktuarium żydowskiego w Shilo, by tam u stóp Arki Przymierza - widzialnego znaku niewidzialnej miłości Boga Jahwe do swego narodu, oddać się modlitwie. Świadkiem tej modlitwy jest zarządca owego sanktuarium kapłan Heli.
W tym momencie następuje niesamowite wydarzenie w Biblii. Anna rozpoczyna swoją modlitwę, otwiera swoje zranione niemocą dania życia serce przed Bogiem. Ale czyni to nie poprzez składanie ofiary czy głośny lament. Nie, dzieje się zupełnie odwrotnie, usta Anny w pełnej pokorze milczą przed Stwórcą, mówi natomiast jej serce. To chyba w Piśmie Świętym pierwsza taka wewnętrzna modlitwa-rozmowa z Bogiem. Anna wylewa wszystkie swoje smutki Temu, który oddaje się jej w swojej nieskończonej miłości. Bóg Jahwe nie jest bowiem Bogiem dalekim, oddalonym od człowieka, tak jak o swoich bogach myśleli Grecy i XVIII-wieczni ateiści francuscy z Wolterem na czele. Bóg Biblii, Bóg Objawienia, Bóg z którym rozmawia Anna, jest Istotą bliską człowiekowi, pragnącą kontaktu z człowiekiem. Miejscem kontaktu ze Stwórcą jest modlitwa. I nasza bohaterka zostaje wysłuchana - Bóg nie tylko słucha uważnie jej słów pełnych boleści i włącza się w jej boleść. Po szczerej rozmowie wlewa w jej serce otuchę i dokonuje cudu - łono do tej pory zamknięte na życie, staje się miejscem życia Samuela - przyszłego wielkiego proroka oraz ostatniego z sędziów Izraela.
Warto się tutaj pochylić nad dwiema kwestiami. Pierwszą jest kwestia modlitwy w naszym życiu. Często jako modlitwę traktujemy odczytywanie pobożnych tekstów, bądź śpiewanie pieśni religijnych albo lekturę Pisma Świętego. Zapominamy natomiast, że to nie są jedyne formy modlitwy, jakie powinniśmy podejmować w naszym życiu. Podstawową bowiem modlitwą, ale wymagającą skupienia i czasowego oderwania się od rzeczy przemijających, jest modlitwa taka, jakiej świadkami jesteśmy w przypadku Anny, czyli modlitwa własnymi słowami i nie o jakichś wyimaginowanych sprawach, ale o tym, co stanowi treść naszego życia. O taką modlitwę trzeba powalczyć, często będzie ona od nas wymagała oderwania się od obowiązków codzienności, lepszego zorganizowania czasu, dodatkowej mobilizacji wysiłku. To wszystko jest konieczne, ale sami zobaczycie, że przynosi to błogosławione owoce. Modlitwa wymaga walki z naszej strony, ale jakże ta walka jest potrzebna. Tam, gdzie nie ma szczerej rozmowy z Jahwe, tam zawsze nasza relacja z Nim pozostawia coś do życzenia.
Może warto zastanowić się na przykładzie naszej bohaterki nad kwestią szczerości w naszym życiu i to w odniesieniu zarówno do Boga, jak i osób żyjących obok nas. Zaufanie to podstawa każdej relacji. Bez świadomości, że druga osoba, z którą budujemy związek, czy to małżeński czy przyjacielsko-koleżeński, jest kimś godnym naszego zaufania, czyli jest kimś z kim możemy dzielić nasze życie, nie uda się nam być szczerymi w relacji. Oczywiście, szczerość i zaufanie zakłada, że nie tylko będziemy się dzielić naszym życiem, ale także drugi będzie mógł coś nam o tym naszym życiu powiedzieć, czasami nawet krytycznego. Na dodatek szczerość wymaga prawdy, a z tą u nas różnie bywa. Wiele jest spraw w naszym życiu, których się wstydzimy, o których wolelibyśmy zapomnieć. Niejedno małżeństwo ma przed sobą tajemnice, które powodują stopniowe słabnięcie zaufania. Warto sobie zrobić rachunek sumienia z tajemnic, które przyszło nam nosić w sercach, czy aby przypadkiem nie niszczą one bądź psują relacji między nami.
Druga rzecz to nasze odniesienie do Boga, czyli kwestia na ile Mu ufamy? Zobaczcie, że Anna jest przed Nim szczera do bólu. Ta kobieta ma problem: nie mogąc urodzić dziecka, staje się obiektem kpin ze strony drugiej żony swojego męża. Możemy założyć, że nie tylko Peninna była złośliwa w stosunku do naszej bohaterki. Przecież Elkana i jego rodzina musieli żyć pośród jakiejś społeczności, co oznacza, że Anna była powszechnie wytykana palcami jako ta, co jest ułomna w swojej kobiecości. I tu dotykamy ważnego problemu. Mężczyzna jest wrażliwy na punkcie swej siły lub przydatności. Kobieta na punkcie piękna i zdolności dawania życia. Wyobraźmy sobie, jakim piekłem dla naszej bohaterki, kobiety skromnej i uczciwej, pobożnej i oddanej mężowi, musiały być te wszystkie komentarze, które słyszała na własny temat.
Kobieta jest niezwykle podatna na uwagi o swej urodzie - to tak jakby w jakimś sensie odebrać jej prawo do istnienia, zaprzeczyć temu, ku czemu Bóg stworzył kobietę. Mechanizm jest prosty: pojawia się uwaga o urodzie, a słowo natychmiast trafia w poczucie wartości niewiasty. Jeśli przypomnielibyśmy sobie scenę kuszenia Ewy, to zobaczylibyśmy, że pokusa której uległa Pramatka dotyczyła w pewnym sensie kompleksu wartości. Diabeł wiele mówił o owocu, ale Ewa skusiła się dopiero wtedy, gdy zobaczyła, że owoc jest piękny, co umożliwia nam postawienie pytania o to, jak Ewa sama na siebie patrzyła?
Podważenie własnej wartości w oczach Boga, a uleganie swoim własnym zachciankom i wizjom tego, jacy mamy być - to taki dosyć powszechny grzech, z którego niestety za mało zdajemy sobie sprawę. Ciągle ktoś nam mówi, że mamy być jacyś, czyli na obraz i podobieństwo tych, którzy chcą nas uformować po swojemu. Diabeł też nas formuje po swojemu - "Będziecie jak Bóg" - powiedział przecież w Raju. Ta pokusa zwiodła także i jego samego, a teraz dzieli się nią z nami, zatruwając w ten sposób nasze poczucie własnej wartości.
Bóg działa inaczej. Nie każe nam być "jakimiś tam", ale mówi: "Świętymi bądźcie, bo Ja jestem Święty". A świętość to przecież podobieństwo do Boga, które mamy w sobie odkrywać, przez poznawanie tego co dobre. Odkrywanie w sobie Bożego obrazu to najkrótsza definicja świętości. Warto samych siebie zapytać, czy wszystko to, co o sobie sądzimy lub myślimy, ma pokrycie w Bożym spojrzeniu na nas samych? Jeśli oceniam siebie źle, to czy to mi podpowiada moje sumienie, przez które stara się do mnie dotrzeć Stwórca, czy kompleksy i zranienia, jakie w sobie noszę, będące efektem pokusy lub własnej złej samooceny? Jeśli oceniam siebie rewelacyjnie, to czy to jest ocena oparta na Bożych wskazówkach, czy też pycha przykryta płaszczykiem pobożności?
Szczerość, szczerość i jeszcze raz szczerość - to jest podstawa właściwej relacji z Bogiem. Bez zaufania, bez szczerości, bez uwierzenia Stwórcy, nasza religijność zawsze będzie wybrakowana.
Bóg wysłuchuje i spełnia prośbę naszej bohaterki. Po powrocie z Shilo do domu zachodzi w ciążę, a dziecko które urodzi będzie wielkim Bożym prorokiem. Ale Anna nosi w sobie wielką tajemnicę, ponieważ postanowiła oddać dziecko na służbę Bożą. Nie chce go zatrzymywać dla siebie, lecz oddaje małego Samuela na służbę do świątyni w Shilo do kapłana Helego. I znowu ta kobieta, o której Pismo Święte wspomina tylko na kilku stronach, ukazuje nam całe swoje Piękno. Nie zatrzymuje swego ukochanego dziecka dla siebie, lecz oddaje go Temu, który wysłuchał jej próśb. Kiedy Samuel jest małym chłopcem, matka wprowadza go w religię przodków i w swoją relację z Panem Bogiem. Przyjaźń Anny z Bogiem staje się czymś, co pomaga wprowadzić małego Samuela w jego przyjaźń z Bogiem. Paradoks polega na tym, iż Anna nie traci swojego syna oddając go do świątyni, lecz oddaje go samemu Bogu na wychowanie. To jest kolejna nauka, jaką nam przekazuje ta kobieta, mianowicie, że oddanie czegoś Stwórcy jako ofiarę zawsze przynosi błogosławione owoce w życiu nie tylko naszym, ale także i innych ludzi.
Tyle się mówi teraz o głoszeniu Ewangelii. W tych kwietniowych dniach będziemy świadkami wielkiej akcji ewangelizacyjnej na ulicach Warszawy. Czy obserwując jak nasza bohaterka wychowuje swojego syna ku przyjaźni z Jahwe, pamiętamy wszyscy w naszych rodzinach o tym, że to one są podstawowym miejscem głoszenia Boga i zaprzyjaźniania dzieci z Nim? Samuel wiedział kim jest Bóg, na wychowanie którego był oddawany do Shilo. Wiedział, bo matka mu o Nim mówiła, uczyła go rozmawiać ze Stwórcą. Jeśli dziś tylu ludzi odwraca się od Boga, bądź w ogóle Go nie zna, jeśli tylu młodych ludzi twierdzi, że najważniejszym powodem ich odejścia od przyjaźni z Bogiem jest dom rodzinny, w którym albo rodzice nie praktykują, albo jedno tak, a drugie nie, to trzeba sobie zadać pytanie, jak wyglądają nasze rodziny w tej materii? Czy są one szkołą Boga i modlitwy, czy też zgorszeniem dla dzieci? Ilu z nas wspólnie się modli z dziećmi, a ilu z nas poprzestaje tylko na przypominaniu małym o pacierzu, gdy sami wolimy odpoczywać?
Inny problem, na który należy spojrzeć z perspektywy Anny, to to, czy wychowujemy nasze dzieci do wsłuchiwania się w głos Boga? Samuel był do tego przygotowywany od dziecka, najpierw przez Annę, a później przez starca Helego. Dziś statystyki pokazują, że wielu chrześcijańskich rodziców boi się, że ich dziecko albo nawet dzieci, mogą zostać powołane przez Stwórcę nie tylko do małżeństwa, ale bądź do służby kapłańsko--zakonnej, bądź do samotności! Tak, tak, samotność też może być powołaniem, o czym fatalnie zapominamy. Ilu z nas uczy dzieci, by jeśli usłyszą głos powołania do służby Bogu, nie bały się odpowiedzieć na tę propozycję? Przecież słowa Jezusa "Pójdź za Mną" mogą paść w twoim domu, do twojego syna lub córki?
Postawa i piękno Anny Biblia ukazuje także w jej modlitwie dziękczynnej, kiedy po narodzeniu Samuela nasza bohaterka wyśpiewuje hymn pochwalny na cześć Pana. Obchodzimy teraz okres Wielkiejnocy, najbardziej radosny czas w ciągu roku liturgicznego. Cieszymy się ze Zmartwychwstania Pana, ale czy zastanawiamy się nad tym wszystkim, za co powinniśmy Mu dziękować? Łatwo jest prosić, przepraszać, jak natomiast wygląda nasze dziękowanie Stwórcy? Anna jest w stanie wychwalać Stwórcę, ponieważ zaufała Mu całkowicie. Tylko ten, kto ufa Bogu w 100 procentach, będzie człowiekiem wolnym od lęku o przyszłość swoją i bliskich. Jeśli są w nas jakieś lęki, coś co nas przeraża, to oddajmy to wszystko szczerze i z zaufaniem Bogu, a On nas wyzwoli od Tego!
Na koniec chciałbym się podzielić historią powstawania tego tekstu. Kiedy siadałem, by go napisać, miał być on poświęcony Samuelowi - dziecku w cudowny sposób poczętemu i narodzonemu przez Annę. Chciałem opisać kolejną postać z męskiego grona Biblii, która mi imponuje. Im dalej jednak spisywałem tekst i im bliżej byłem postaci matki wielkiego proroka, tym coraz więcej myśli i inspirujących pytań było związanych z tą kobietą. I dlatego stwierdziłem, że postać Samuela może poczekać na kolejny numer Magazynu, a warto się pochylić nad losami jego matki. Po pierwsze dlatego, by kobiety zobaczyły, że święta księga naszej religii mówi nie tylko o mężczyznach. Po drugie byśmy wszyscy zobaczyli, że dotyka ona naprawdę życiowych dramatów człowieka. Po trzecie, by dostrzec, że w planach Stwórcy każdy z nas i kobiety, i mężczyźni mają bardzo konkretne role do spełnienia.
Nie istnieje imię hebrajskie Anna. To tylko późniejsza wersja. Pierwotnie istniało imię Hannah, które z czasem zaczęło żyć własnym życiem jako Anna. Nieważne zresztą, jak wykształcała się dodatkowa forma imienia. Ważne jest to, co wyraża to imię. W języku hebrajskim Hannah oznacza Łaska. A łaska to nic innego, jak miłość Boga, z którą On pragnie być obecny w naszym życiu, naszych życiowych wyborach i postawach. Nasza bohaterka poprzez otwieranie serca na Boga pozwoliła zamieszkać Mu w swoim sercu, stąd symbolicznie Miłość Boga, czyli Łaska stała się jej imieniem własnym.
Tak już zupełnie na koniec. Pochylając się nad losami Anny, widzimy jak wielkim cudem było dla niej urodzenie Samuela. Zdolność rodzenia, dania nowego życia była tym, co ją uszczęśliwiało i definiowało. W naszych czasach natomiast morduje się rocznie na świecie miliony nienarodzonych dzieci tylko dlatego, że ktoś stwierdzi, iż stanowią przeszkodę dla matki lub ojca. Mówi się że Holocaust był złem i był nim bez wątpienia. Po dziś dzień dzienniki i gazety odnotowują kolejne rocznice związane z tym wydarzeniem. Kiedy mówi się o Holocauście nienarodzonych dzieci, które przy pomocy narzędzi oraz rąk powołanych do leczenia masakruje się pod sercem matki, świat milczy udając zdziwienie. Milczą politycy, gwiazdy, wielcy tego świata, miliony zwykłych ludzi. Jest taki film pt. Niemy krzyk, ukazujący egzekucję dziecka pod sercem matki. I ten niemy krzyk setek milionów zabitych poprzez aborcję dzieci jest aktem oskarżenia dla świata.
Można sobie zadać pytanie, czemu ksiądz Paweł nie pozwoli nam się cieszyć świątecznym artykułem, tylko mówi o takich rzeczach? Czemu? Ponieważ Jezus nie zmartwychwstał do idealnego świata, lecz takiego jakim go stworzyliśmy my - wciąż dzieci, jeśli idzie o korzystanie z wolnej woli, wciąż za głupi, by się uczyć na błędach przeszłości, wciąż zbyt zastraszeni lub nieczuli na krzyk drugiego i uśmiech zła. Chrystus zmartwychwstaje do takiego świata, jaki jest, by go przemieniać, a ta przemiana idzie poprzez front ludzkich serc. Nie zapominajmy o naszych mordowanych w aborcji braciach i siostrach! Nie dajmy sobie zamknąć ust tym, którzy w aborcji widzą sposób na pozbycie się kłopotu! Nie dajmy zniechęcić naszych umysłów tym, którzy powtarzają, iż dosyć już powtarzania tego tematu! Nigdy dosyć o mordowaniu bezbronnych!!!
Anna ukazuje to, co Jan Paweł II nazwał geniuszem kobiety. Z relacji do Boga wypływa zdolność do dania nowego życia i do odpowiedzialności za nie. Ktoś powiedział kiedyś, że aborcja to grzech mężczyzn, za który płacą kobiety. Nie do końca można się z tym zgodzić, ale, panowie, dużo w tej zbrodni jest naszej męskiej tchórzliwości i braku odpowiedzialności za nowe życie. Mężczyzna lubi korzystać z uroków swej żony, lecz tak często nie ma go przy niej, kiedy ona tego potrzebuje. Kiedy zamiast naszej zaradności potrzebuje, by ją przytulić i pozwolić wypłakać problemy i trudności, mężczyzna zbyt często tłumaczy się brakiem czasu, innym zajęciem lub groteskowym "nie rozumiem o co Ci chodzi".
Piękne w Elkanie, mężu Anny, było to, że zawsze stał przy niej, wspierał i nie odrzucił, gdy przyszły problemy. Nie oddalił bezpłodnej, lecz wziął za nią pełną odpowiedzialność, a mógł ją na mocy Prawa Mojżeszowego oddalić. Mężczyzna biorąc sobie niewiastę za żonę musi być za nią do końca odpowiedzialny. Czy w czasach, gdy naokoło nam wpajają, że pozostawienie żony to tylko "zmiana opcji życiowej", stać nas na odrzucenie tych głupot i pełną odpowiedzialność, póki śmierć was nie rozdzieli? Za dużo w nas mężczyznach patrzenia na zewnętrzną stronę kobiecego Piękna, a za mało patrzenia na Piękno jej duchowego wnętrza, za mało zastanawiania się nad rolą kobiety w dziejach zbawienia. Pora poświęcić czas na pochylenie się nad geniuszem kobiety, nad jej tajemnicą i nad tym, co poprzez kobietę Bóg wprowadza w nasze życie. Oby ta opowieść o Annie, tej która pozwoliła, by Bóg zamieszkał w niej ze swoją Łaską-Miłością, wszystkich nas mężczyzn czytających ten artykuł zachęciła do refleksji nad tym, co papież Polak wiele lat temu określił jako "Geniusz kobiety".

--------------------------

Ks. Paweł Rogalski





Copyright 2007-2012 © Strona jest własnością Magazynu Parafialnego Parafii NMP w Komorowie.
Projekt / Administracja (LKP), Greyworm & Majka, M. Bąkowski. Wszystkie prawa zastrzeżone.