Redakcja

Foto-
reporterzy

O "MP"

Archiwum

Wybrane artykuły

Foto-
reportaże

Komorów
na łamach MP

Wieczory
w Wieczerniku

Kontakt

Wybrane artykuły


 2003   2004   2005   2006   2007   2008   2009   2010   2011   2012   2013   2014   2015   2016   2017   2018 
Przejdź do spisu treści. MP nr110/05

Wierząca / Niewierząca (niepotrzebne skreślić)

Sami o sobie

nr 6 (111) z 25 XII 2012r. /str. 34-35

"Koncepcja osobowego Boga jest mi zupełnie obca i uważam ją wręcz za naiwną. Doszedłem - będąc dzieckiem całkowicie niereligijnych (żydowskich) rodziców - do głębokiej religijności, która jednak miała swój nagły koniec w wieku lat dwunastu. Jestem głęboko wierzącym ateistą [...] Jest to poniekąd zupełnie nowy rodzaj religii. To oczywiście kłamstwo, co czytałaś o mojej religijności; kłamstwo, które jest raz po raz powtarzane. Nie wierzę w osobowego Boga i zawsze otwarcie się do tego przyznawałem. Gdybym jednak musiał znaleźć w sobie coś, co miałoby aspekt religijny, to byłaby to bezgraniczna fascynacja strukturą świata, jaką ukazuje nam nauka."
Albert Einstein

O mnie

Nie wiem jak powinien wyglądać rozwój duchowy dzieci. Wiem natomiast, że jest on czymś niezwykłym i niepojętym nawet dla osoby, która go doświadcza. Przyglądając się moim rówieśnikom widzę, że wielu z nich ma łatwiej ode mnie: albo wyznają jakąś religię, albo nie. Ja natomiast ciągle szukam. Pierwszy krok - wejście na ciernistą drogę(Św. Jan Bosko) - postawiłam jakieś pięć lat temu. Po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać czy wierząc nie tracę możliwości pełniejszego i bardziej beztroskiego życia. Jednak strach przed wizją potępienia, jaką karmiły mnie wtedy katechetki, był zbyt silny. Pomyślałam, że bardziej opłaca mi się być człowiekiem wierzącym niż odrzucić ten dar, jakim niewątpliwie jest (serwowany przez każdą religię) gotowy zestaw odpowiedzi na pytania egzystencjalne i obietnica uzyskania pożądanej bezgraniczności raju. Byłam nieprzeciętnie dumna z siebie, że doszłam do tych wniosków, do czasu obozu integracyjnego z liceum, kiedy to szkolna pani pedagog powiedziała mi, że 400 lat temu Pascal napisał na ten temat książkę pt. "Myśli". Pocieszający jest dla mnie fakt, że nie tylko ja go potem odrzuciłam. Przestałam przestrzegać pierwszego przykazania "nie będziesz miał bogów cudzych przede mną".


Nowy bóg

Moim bogiem stał się niejako ludzki rozum. Chciałam udowodnić lub obalić słuszność monoteistycznych religii. Po jakimś czasie natknęłam się, na forum "racjonalni.pl", na fragment listu Einsteina. Zrozumiałam, że jestem w błędnym kole. Chcąc w nic nie wierzyć, wierzę w to, że w nic nie wierzę. W mojej ocenie w takiej samej sytuacji był bohater filmu "Dekalog I". Tłumaczył on swojemu dziecku znaczenie takich pojęć jak śmierć i cel życia twierdząc, że nie ma Boga. Był jednak skłonny powierzyć bezpieczeństwo ukochanej osoby zaawansowanemu kalkulatorowi, stawiając go jako nieomylnego, próbując bawić się w Stwórcę i doprowadzić do tego, aby kawałki metalu miały zdolności decyzyjne. Jednak rzeczy, które nie mają podstaw naukowych, dzieją się codziennie. Ludzie chcą znaleźć bliższe ich naturze wytłumaczenia. Już od prehistorii ludzie szukali wyjaśnień cudów i anomalii. Część skupiła się na szukaniu racjonalnych dowodów, inni uwierzyli w objawienie. Film Kieślowskiego wyraźnie zaznacza, że nie możemy być tacy logiczni. Pokazuje, jak mały jest człowiek w obliczu Boga. I jak niezmiernie trudno w niego uwierzyć, jak bardzo nasz umysł pożąda namacalnych dowodów. Część pierwsza wybitnego dzieła ma piękną formę, jednak nie wiem czy sama sięgnęłabym po ten film. Przedstawia on bowiem życie w ciemnych barwach. Jako wielką niewiadomą, a oczywiste jest, że każdy boi się nieznanego. Moim zdaniem jest to kolejny powód, dla którego często tworzymy nowe bożki. Chcemy znaleźć wzór, szablon, według którego płynie teraźniejszość.


Co z tym duchem?

Poruszony w filmie problem skłania nas również do refl eksji nad cudami. Nie mam jeszcze wyrobionej opinii na temat wiarygodności zjawisk paranormalnych, jednak zaciekawiło mnie stanowisko, jakie zajmuje w tej sprawie Richard Dawkins we wspaniale wydanej książce "Magia Rzeczywistości". Prostym językiem wyjaśnia on, że mamy podstawy wierzyć w cuda tylko wtedy, gdy jeszcze większym cudem byłby falsyfikat tego zdarzenia. Przeprowadził on tam dowody myślowe, dementując prawdziwość np. Objawień Fatimskich oraz wykazał, że często niezdolność naukowców do wyjaśnień jest tylko kwestią czasu. Płynie z tego ciekawy wniosek - ludzie, jako istoty rozumne, nie wierzą w zamianę żaby w księcia, ale w zamianę wody w wino już tak. Jesteśmy łatwowierni, ale dzięki temu nie tracimy czasu na zbędne rozmyślania. Z drugiej strony może okazać się, że nasz świat pełen kłamstw i falsyfikatów pęknie w którymś momencie jak bańka mydlana.


Religia w rozrywce masowej

Pozostając w sferze kinematografii, bliższy mojemu pokoleniu reżyser David Wain w filmie "The Ten" przedstawia pierwsze przykazanie w inny sposób. Co prawda jego zbiór odwołań do kamiennych tablic nie jest w mojej opinii najlepszy, jednak z racji daty powstania filmu porusza problem, który jak sądzę w czasie przekazania ludziom Dekalogu nie miał takiego zasięgu. Początkowo, gdy obejrzałam "The Ten" pomyślałam, że nie niesie on żadnych treści i jest jakąś przereklamowaną awangardą. Jego pierwsza część pokazuje mężczyznę, który skacząc z samolotu zapomniał spadochronu. Upadek nie zakończył się jednak śmiercią, tylko wbiciem w ziemię tak, że każda próba odkopania nieszczęśnika wiązała się z jego przejściem na drugi świat. Powstał wokół niego szum medialny, ale po jakimś czasie nasz bohater został samotny. A w jaki sposób ta sytuacja znajduje odniesienie do przykazań? Ano staje się on na bardzo krótki czas uwielbianym celebrytą. Ludzie noszą koszulki z jego podobizną, oglądają seriale, w których gra, jednak po chwili dochodzą do obłędu i pokazana jest krótka migawka, w której to grupa fanów popełnia samobójstwo, próbując powtórzyć jego "freefl ying". Abstrahując od tej absurdalnej fabuły, warto zauważyć, że część z nas (ja również przyznaję się do tego) stawia sobie za wzór ludzkie autorytety, które bez wątpienia takimi nie są. Zamiast kontemplować obraz Boga, stawiamy sobie za wzór ludzi stworzonych tylko na Jego podobieństwo. Czasami nasze przywiązania są tak silne, że podporządkowujemy im całe nasze życie. Porzucamy nasz największy skarb - wolną wolę, po to aby myśleć i działać jak idol. Jak widać, w pierwszym przykazaniu została zapisana mądrość możliwa do interpretacji na wiele sposobów. Zarówno przyjmując ją, jak i odrzucając, musimy mieć świadomość, że niesie to za sobą określone konsekwencje. Jednak nie możemy mieć ciastka i zjeść ciastka - ja również muszę się na coś zdecydować.

--------------------------

Dagmara Brzeziecka
Młodzieżowe Koło Dziennikarskie





Copyright 2007-2012 © Strona jest własnością Magazynu Parafialnego Parafii NMP w Komorowie.
Projekt / Administracja (LKP), Greyworm & Majka. Wszystkie prawa zastrzeżone.