Redakcja

Foto-
reporterzy

O "MP"

Archiwum

Wybrane artykuły

Foto-
reportaże

Komorów
na łamach MP

Wieczory
w Wieczerniku

Kontakt

Wybrane artykuły


 2003   2004   2005   2006   2007   2008   2009   2010   2011   2012   2013   2014   2015   2016   2017   2018   2019 
Przejdź do spisu treści. MP nr141/19

Jezus wśród zasmarkanych chusteczek

Wypłyń na głębię


- MP nr 1 (141) z 3 III 2019 /str. 4-5



1. W drodze do chorego


Posługa chorym jest zarazem trudna i piękna. Trudna, bo przychodząc do chorego zderzam się z jego cierpieniem, bólem. Czasem spowiedź utrudniają zwykłe ludzkie choroby. Mimo tego jest to posługa, którą uważam za piękną, bo jest to najmocniejszy znak troski Chrystusa i Jego Ciała, którym jest Kościół, o swoich chorych braci. Ci,którzy do tej pory sami mogli przyjść,a bywają i tacy, którzy nawet dzielili się swoim czasem i zaangażowaniem z Kościołem, teraz zostają przez ten Kościół otoczeni opieką. Dla mnie osobiście jest to jeden z najpiękniejszych gestów solidarności Kościoła ze swoimi cierpiącymi członkami.


Jednocześnie

Jednocześnie bywają sytuacje, kiedy ta posługa wiąże się z pewnymi komplikacjami. I to komplikacjami, które wcale nie są zależne od chorego. Sprawa ta jest wysoce delikatna, ale i niezmiernie ważna, bo chodzi o przychodzenie samego Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie do swoich wiernych. Pozwólcie, że opiszę ją z największą delikatnością, ale i bólem spowodowanym wieloma przykrymi doświadczeniami. Chodzi o sposób traktowania Ciała Pańskiego, czyli Najświętszego Sakramentu przez wielu wiernych w czasie, kiedy Najświętszy Sakrament jest niesiony do domu chorego lub już przyszedł pod czyjś dach. Traktowania do tego stopnia przykrego, że czasem zdarza mi się ustawiać Najświętszy Sakrament przy łóżku chorego wciskając Pana Jezusa między zasmarkane chusteczki a opakowania z lekami. I stąd tytuł artykułu. Zbliża się Wielki Post. Warto rozedrzeć kilka dziwnych zwyczajów, a może i czyichś serc, by odwiedziny Pana Jezusa odbywały się w godnej, pełnej szacunku atmosferze.



2. Bursa


W drodze do chorego

Współcześnie mamy dwa warianty przyjścia Najświętszego Sakramentu do domu chorego. Ksiądz idzie na piechotę lub jedzie samochodem. Za każdym razem jest ubrany jak na fot. 1. Ma na sobie komżę (to białe ubranie do pasa), stułę (pas materiału zakładany na szyję, w omawianym przypadku będzie koloru fioletowego lub ewentualnie białego) i bursę. W bursie (fot. 2) znajduje się korporał, a z nim cyborium z Najświętszym Sakramentem. Poza Nim w bursie może być też olej chorych (służący do Sakramentu Namaszczenia Chorych) i inne mniej ważne rzeczy, pełniące wszak rolę w tych wielkich Sakramentalnych Misteriach.
Kiedy widzimy księdza ubranego, jak na fot. 1 nie pozdrawiamy go, nie witamy się z nim, nie podajemy ręki, nic nie mówimy, dosłownie: NIE ZAUWAŻAMY GO . On jest tu nieistotny. Jest jak osiołek, na którym wjeżdża Pan Jezus. Nikt wszakże nie wita się z osiołkiem tylko z Gościem, który na nim przyjechał. Zasada ta dotyczy zarówno przechodniów, jak i domowników chorego.
Warto też pamiętać, że ksiądz idący z Najświętszym Sakramentem do chorego trwa w cichej adoracji. Dlatego tym bardziej, jeżeli ktoś z domowników przyjechał po Najświętszy Sakrament (a i przy okazji po księdza), to bardzo proszę, by z księdzem nie rozmawiał w trakcie drogi, wyłączył radio w samochodzie, itd. Szanujmy ciszę Białego Chleba, której w ogóle tak niewiele mamy...
Skoro jednak nie witamy osiołka, to jak uszanować Pana Wszechrzeczy? Przyklęknięciem na jedno kolano.Tę regułę można zastosować zawsze. Czy to mijając na chodniku przenoszony Najświętszy Sakrament, czy będąc domownikiem chorego. Jest to piękne wyznanie wiary oraz czci wobec spotkanego Chrystusa. Dla wszystkich wokół będzie to jednocześnie niesamowite świadectwo wiary w realną obecność Jezusa w Eucharystii oraz katecheza, jak należy odnosić się do Najświętszego Sakramentu. Proszę zauważyć, jedno uklęknięcie, a tyle znaczeń i skutków. Oczywiście, może się zdarzyć osoba starsza lub kontuzjowana, która nie może klęknąć. Wtedy proponuję głęboki i pełen szacunku ukłon. Ale tu wracamy do ogólnych zasad związanych z przyjmowaniem Komunii Św. podczas Mszy Św.




3. Korporał i cyborium


W domu u chorego

W bursie znajduje się korporał (od łac. corpus, -is - ciało) czyli chusta, którą jest zawinięte Ciało Pana. To umęczone dla nas na krzyżu Ciało, spoczywa dodatkowo w pozłacanym cyborium, takim jak na fot. 3. By można Je było godnie umieścić przy łóżku chorego (tj. z szacunkiem wobec Najświętszej Obecności Jezusa) potrzebny jest stolik, a na nim biały obrus, krzyż i zapalona świeca. Wystarczy stolik 50x50 cm, choć taki jak na fot. 4 z pewnością też byłby bardzo dobrą opcją. Krzyż przypomina nam o miłości Jezusa do chorego i źródle łask, które nasz bliski ma otrzymać. Zapalona świeca jest symbolem Chrystusa. Proszę porównać taki stolik z ołtarzem w kościele i wiele zacznie się zgadzać. Oto dom stał się przedłużeniem kościoła, również czysto fizycznie. Proszę teraz wyobrazić sobie zasmarkane chusteczki na ołtarzu...


Sam chory

A czy chory może się przygotować do przyjęcia Chrystusa pod swoim dachem? Tak, ale to przygotowanie ma inny wymiar. Po pierwsze, jest to modlitwa i rachunek sumienia, jeżeli ma nastąpić sakramentalna spowiedź. Czasem nie jest to możliwe, z racji na chorobę, ale jeżeli choroba temu nie przeszkadza, to takie przygotowanie jest konieczne. Po drugie, na przygotowanie nałoży się także wiara i religijność chorego. Mam nieodparte przeświadczenie, że lata pobożnie i regularnie odbywanych spowiedzi, Mszy świętych przeżywanych z wiarą odbijają się w sytuacji choroby i starości. Tam, gdzie ludzka wolność była regularnie otwierana na sakramentalną obecność Jezusa, tam w sytuacji granicznej (trochę choroby, trochę świadomości) lata życia z Chrystusem procentują. Czasem jest tak, że wychodzę niesamowicie zbudowany i pełen podziwu dla łaski Chrystusa, która zwycięża chorą naturę.




4. Stół przygotowany na przyjęcie Gościa


Rodzina

A czy rodzina może w tym wszystkim pomóc? Tak - ma tu niesamowitą rolę. Szczególnie, jeżeli chorym jest rodzic, można to potraktować jako spłatę długu wdzięczności. Tata czy mama zaszczepili we mnie wiarę, prowadzali do kościoła, uczyli modlitwy. Teraz ja się zatroszczę o to, by koniec ich życia (lub nawet przejściowa a ciężka choroba) upływała w sakramentalnej obecności Jezusa. Nawet, jeżeli komuś brakuje tych motywacji, bo rodzice nie byli dla niego przykładem wiary, to troska o opisaną obecność Jezusa jest najwyżej klasy uczynkiem miłosierdzia. Dużo, dużo istotniejszym niż zapewnienie nawet najlepszego lekarza czy domu opieki. Tak samo można potraktować pomoc względem dalszej rodziny czy samotnego sąsiada. "Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe." (Ga 6,2)
Jak zatem pomóc? Po pierwsze, zachęcać i przypominać. Ponadto, nigdy nie myśleć na zasadzie "jest stary chory, nigdzie nie wychodzi, to nie grzeszy", czyli spowiedź niepotrzebna. Grzeszyć można myślą. Nikt z nas nie jest sędzią bliźniego, w tym również takim, który ma prawo uniewinnić. Nie wiemy, co chory ma na sumieniu. Teologia nas uczy, że jedynymi bezgrzesznymi ludźmi byli Jezus i Jego Matka. Każdy inny potrzebuje rozgrzeszenia. Mówi o tym wyraźnie drugie przykazanie kościelne, ustanawiając wyraźne minimum. A przykład św. Jana Pawła II, który do spowiedzi przystępował co tydzień pokazuje, że również stary i chory papież od spowiedzi się nie wymigiwał.
Po trzecie, proszę nie oceniać potrzeby spowiedzi po stanie intelektualnym chorego. Nie wiemy, co jest w duszy osoby, która fizycznie (lekarsko) "nie kontaktuje". Nikt z nas nie ma tej wiedzy, a lekarz może wypowiedzieć się tylko odnośnie do ciała chorego, nigdy co do świadomości duszy. Tak samo argumentem przeciw spowiedzi nie jest to, że ktoś nie może się spowiadać, bo nie mówi. Wystarczy wtedy, by chory odpowiedział ruchem głowy (może tylko oczu) na dwa pytania kapłana "czy żałujesz?" "czy postanawiasz poprawę?" W tym stanie jest to wystarczające do ważnego i godziwego rozgrzeszenia ze wszystkich grzechów. W sytuacjach granicznych zostawmy osąd nie sobie, a kapłanowi w akcie sakramentalnej spowiedzi. Nie bierzmy tych osądów na siebie, bo jeżeli wskutek wierzenia bardziej sobie i medycynie niż Kościołowi pozbawimy kogoś rozgrzeszenia, to kto za tę duszę przed Sędzią Wszechświata odpowie?




5. W drodze od chorego


A co jeżeli chory nie może przyjąć Komunii Św.?

Warto powiedzieć to księdzu prosząc o przyjście do chorego. Wtedy też ksiądz nie mając przy sobie Najświętszego Sakramentu najpewniej nie będzie miał bursy na sobie i jego ubiór zbliżony będzie do tego, co widać na fot. 5. Z tej racji tak spotkanego księdza można przywitać i na pewno będzie mu miło (np.: pełnym "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus", a nie jakąś zubożoną wersją typu "Pochwalony" ). Wtedy posługa sakramentalna zostanie ograniczona do spowiedzi (jeżeli chory jest świadomy) i Namaszczenia Chorych.


Zamiast zakończenia

Tajemnica wcielenia ukazuje radykalizm Bożego upokorzenia z miłości do nas. On chce przychodzić, by każdego zbawić. Przyjmujmy Go w myśl słów setnika "Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie" (Mt 8,8), abyśmy zasłużyli na taką pochwałę, jakiej Jezus udzielił autorowi tych słów.


--------------------------

ks. Bartosz Skawiński





Copyright 2007-2012 © Strona jest własnością Magazynu Parafialnego Parafii NMP w Komorowie.
Projekt / Administracja (LKP), Greyworm & Majka. Wszystkie prawa zastrzeżone.