Redakcja

Foto-
reporterzy

O "MP"

Archiwum

Wybrane artykuły

Foto-
reportaże

Komorów
na łamach MP

Wieczory
w Wieczerniku

Kontakt

Wybrane artykuły


 2003   2004   2005   2006   2007   2008   2009   2010   2011   2012   2013   2014   2015   2016   2017   2018 
Przejdź do spisu treści. MP nr79/08

Szaman w konfesjonale

Felieton z cyku - "Między słowami"

nr 1 (79) z 2 II 2008r. /str. 35

Zauważmy, że z całej siódemki sakramentów świętych pokuta jest zdecydowanie tym najmniej konwencjonalnym. Niby jest jakaś jasna definicja sytuacji i określona formułka do wyklepania, ale tak naprawdę wszystko jest tu kwestią umowną. Spowiadać można się przecież bez konfesjonału, a wyznanie grzechów i prośbę o rozgrzeszenie da się wyrazić własnymi słowami. Nie obowiązują żadne ramy czasowe - bywają spowiedzi z tygodnia, ale i z życia.

Z tymi najkrótszymi, z tygodnia, jest czasem największy kłopot. Pamiętam jak proboszcz mojej poprzedniej parafii apelował do wiernych w okresie bezpośrednio poprzedzającym Wielkanoc, żeby w Wielką Sobotę nie przychodzić do konfesjonału bez ważnego powodu - aby dać szansę tym, którzy właśnie taki powód mają. Sprawa rozbijała się oczywiście o definicję (wszak nie od dziś wiadomo, że to język stwarza rzeczywistość) - dla niektórych bowiem już krzywe spojrzenie na sąsiada urastało do rangi grzechu ciężkiego, a chwila zamyślenia podczas mszy była przyczynkiem do moralnego samobiczowania się. Wówczas problem semantyczny przeistaczał się w problem nadwrażliwego sumienia, które wymaga niełatwej
i czasochłonnej autoregulacji. Znalezienie dystansu do siebie
i świata przy jednoczesnym zachowaniu wrażliwości na zło to jedno z najtrudniejszych zadań współczesnego człowieka.
Nie łudźmy się jednak, że każda częsta spowiedź zasługuje na to, by być punktem wyjścia do filozoficznych rozważań. Niekiedy przyczyny bywają bardziej prozaiczne - ot, choćby traktowanie spowiedzi jedynie jako rytuału i rutyny. A przecież popadniecie w rutynę to najgorsze, co może zdarzyć się penitentowi - ułomna natura ludzka może się po prostu zwyczajnie znudzić i zniechęcić, a stąd już tylko krok do zadawania sobie pytania: a po co mi w ogóle spowiedź, skoro każda jest taka sama?
Właśnie w tym miejscu otwiera się pole do działania dla kapłanów - mądrym rozeznaniem sprawy, sensownymi radami, celnymi pointami są oni w stanie stworzyć wrażenie, że osoba klęcząca przy konfesjonale jest ważna dla Chrystusa, mimo że może się czasem uważać za najsłabsze ogniwo chrześcijaństwa. Psychologiczny aspekt spowiedzi ma kolosalne znaczenie, z tym, że jego wydobycie wymaga od księdza odrobiny szamanizmu. Nie chodzi tu, rzecz jasna, o jakiekolwiek praktyki okultystyczne, ale o podejście do spowiadającego się grzesznika. Udręczonego swoimi przewinami, wewnętrznym cierpieniem
i poczuciem winy nie można bowiem odfajkować na liście spraw w urzędowym stylu - w końcu penitent to nie petem, choć brzmi podobnie... Wydaje mi się, że u spowiednika istotna jest odpowiednia doza empatii - na poziomie minimum powinna ona wyrażać się w tym, żeby kapłan rozumiał, iż ten, kto znajduje się po drugiej stronie kratki, prawdopodobnie nigdy nie zastanawiał się nad tym, że spowiedź, tak jak inne sakramenty, jest ważna ex operę operato, to znaczy samym faktem jej dokonania i nie może być uznana za nieważną ze względu na osobę spowiednika. Idąc tym tropem, ksiądz w konfesjonale musi przekonać sam siebie do czegoś zupełnie odmiennego i niejako sprzecznego z doktryną - on, robotnik winnicy, trybik w maszynie musi stać się choć na moment mistycznym szamanem, jedynym w swoim rodzaju duchowym przewodnikiem, jednostką, która siłą rzeczy staje się reprezentantem wartości całej instytucji Kościoła. Jeśli takiej woli nie ma, a pokuta przypomina zadawanie pracy domowej z matematyki (bo czym w warstwie stylistycznej różni się wypowiedź pokroju "zrób wszystkie zadania od 1.23 do 1.29" od "odmów dwie cząstki różańca i idź w pokoju"?), to i cała instytucja jawi się jako precyzyjnie logiczny zbiór zakazów i nakazów. Niestety, w przeciwieństwie do matematyki, Kościół opiera się na ludziach, a nie na liczbach, a co za tym idzie ilość wyjątków potwierdzających regułę nie jest aż tak łatwa do zaakceptowania,...
Nie na darmo Bóg, aby dotrzeć do ludzi, potrzebował aż trzech wyrazistych postaci - człowiek z natury ma skłonność do personifikowania i generalizacji, dlatego osoba spowiednika siłą rzeczy uosabia nam przebaczającego Pana. Pozostaje nam zatem modlić się o kapłanów, którzy potrafią wydobyć ze swej czysto sakralnej roli również stronę retoryczną. Odpowiednia retoryka z pewnością sprawi, że i merytoryka dotrze głębiej.

--------------------------

Michał Szkodziński





Copyright 2007-2012 © Strona jest własnością Magazynu Parafialnego Parafii NMP w Komorowie.
Projekt / Administracja (LKP), Greyworm & Majka. Wszystkie prawa zastrzeżone.