Redakcja

Foto-
reporterzy

O "MP"

Archiwum

Wybrane artykuły

Foto-
reportaże

Komorów
na łamach MP

Wieczory
w Wieczerniku

Kontakt

Wybrane artykuły


 2003   2004   2005   2006   2007   2008   2009   2010   2011   2012   2013   2014   2015   2016   2017   2018 
Przejdź do spisu treści. MP nr79/08

Jeden dzień z życia licealistki

Dział młodzieżowy - "Sami o Sobie"

nr 1 (79) z 2 II 2008r. /str. 42 - 43

Julia Połowicz

Budzik

"Desenation unknown - nown-nown-nown..."
Tak właśnie, codziennie rano, dzwoni mój budzik w komórce. Na oślep szukam telefonu, aby włączyć tzw. "drzemkę". Śpię dalej. Ale po chwili do mych uszu znowu dolatuje nieproszony dźwięk: "Desenation unknown - nown - nown - nown..." Ustawiam "drzemkę" jeszcze raz, kolejny i znowu... Przekonując się, że i tym razem komórka działa jak należy, przewracam się na plecy i przez chwilę patrzę w sufit. Patrzę na zegarek i natychmiast zrywam się z łóżka.
"Jak to się stało, że jest już tak późno!?" - zastanawiam się wkładając kapcie. "Trzeba było wstać od razu, jak dzwonił budzik..." - wypominam sobie idąc do łazienki.

Szkoła

Duży biały (no dobra, kiedyś zapewne był biały) budynek. Tłum idzie, zwłaszcza od strony kolejki. Ludzie śmieją się, rozmawiają, uczą, słuchają muzyki. Z tłumu wyławiam wysoką, uśmiechniętą dziewczynę z długimi włosami i o ciemnych oczach. - Eloszka! - mówi cmokając mnie w policzek. - No hej - odpowiadam uśmiechając się do niej - Co tam u ciebie słychać? - Powiem ci tak: zasuw. Po prostu zawsze jest coś do zrobienia... - krzywi się. - Jak nie szkoła, to zajęcia dodatkowe. No i jeszcze bym się chciała z moim głupolkiem spotkać, ze znajomymi, czy na imprezę iść... Zanim zdążę jej cokolwiek odpowiedzieć, ktoś inny porywa ją do rozmowy. Zawsze tak jest. Idąc wymieniamy między sobą mnóstwo, niestety, nic nie znaczących zdań.

Sklepik

Ponieważ licealista z przyczyn "problemu budzika" nie zdąży zjeść śniadania w domu, jego myślą przewodnią w czasie pierwszej lub drugiej przerwy jest: "Dopchać się".
- Musisz zrobić to szybko, póki są jeszcze kanapki - mówi mi niski brunet. - No... Jak nie zdążysz, to nic konkretnego już nie zjesz - dopowiada z przekonaniem bardzo wysoki szatyn, po czym lustruje mnie wzrokiem - Niska jesteś, w życiu nie zdążysz. Daj kupię Ci.

Lekcja

- Zwykle rozglądam się po sali myśląc, co robi pozostałe siedem cudów świata - mówi mi ładna, filigranowa blondynka o ślicznym uśmiechu. - Najgorzej jest, jak pytają. Wtedy to mnie tak ściska i modlę się, by nie zostać spytaną. Ale zgodnie z prawem Murphy'ego: "Jeżeli coś może się nie udać - nie uda się na pewno" - to właśnie mnie wyczytują z listy... Idę więc, powolnym krokiem do biurka nauczyciela, zdając sobie sprawę, że nic nie umiem.
- I pała - wtrąca się brunetka. - No... ale cóż. Musiałam wybierać: albo uczę się geografii albo polskiego. Wszystkiego nie da rady.

Przerwa

Niemal na wyścigi wrzucasz wszystko, jak leci, do plecaka. I pędem wychodzisz z klasy, rzucając przez ramię niewyraźne "Do widzenia". Ale kiedy znajdujesz się już poza klasą, nie bardzo wiesz, co masz ze sobą zrobić. Jest kilka opcji,
a. Iść pod salę, gdzie masz następna lekcję i posiedzieć tam.
b. Iść pod salę, gdzie masz następną lekcję, zostawić plecak i połazić po szkole.
c. Chodzić z plecakiem po szkole,
d. Iść do domu.
Wybieram odpowiedź b. i chodzę po szkole w nadziei, że spotkam kogoś, z kim będę mogła dłużej pogadać. Lawiruję między uczniami, co jakiś czas zatrzymując się i cmokając kogoś w policzek, rzucając krótkie "cześć".
Siadam na ławce koło sklepiku w łączniku.
Przede mną rozmawiają dwie dziewczyny:
- No i ja tak patrzę na niego eee... a on tak na mnie eee... - mówi zażenowana wykonując dziwne ruchy rękoma - No hello!? Czaisz to??
- Żenuaria... - odpowiada jej rozmówczyni.
Pozostawiam dziewczyny i przenoszę wzrok na grupkę chłopaków.
- Odczep się. Twoja matka to chyba klaszcze u Kubika! - krzyczy jeden.
- Ouuu... - wysportowany szatyn rozgląda się ze śmiechem po kolegach. - Weź, jaki to stary tekst jest! Upadłeś na dno! Od spodu puka już tylko Frytka!

Powrót

Wychodząc ze szkoły biorę oddech i myślę "nareszcie..".
Uśmiecham się i zaczynam iść.
Patrzę w ziemię.
Nie! Głowa do góry!
Patrzę przed siebie.
Ale przychodzi myśl, że zaraz się potknę, więc... znowu patrzę na ziemię.
Idę. Zwykle z koleżanką. Obydwie mamy słuchawki w uszach, idziemy równym krokiem prowadząc konwersację. Pod domem stoimy jeszcze jakiś czas kończąc rozmowę i rozchodzimy się każda do siebie.

Dom

Pierwsza rzecz, jaką robię, to włączam komputer: poczta, grono, pudełek, wrzuta, YouTube...
Patrzę też na listę GG wyszukując interesującego rozmówcę. Zwykle bywa tak, że pisze do mnie multum ludzi, których los mnie nie obchodzi. Czasem jednak znajdzie się ktoś, z kim można gadać, gadać i gadać...
Holly crap!
Piąta!
Zmarnowałam 2 godziny!
Wyłączam komputer.

Zajęcia dodatkowe

Idę. W ręku notatki, z których próbuję się uczyć. Czytam po kilka razy to samo zdanie i próbuję coś z niego zrozumieć. W końcu dochodzę na miejsce.
- O... widzę, że wpadłyśmy na ten sam pomysł. - Wita mnie znajoma, która również ściska w ręku jakieś kartki.
- Nom... - przytakuję jej. - Jak się teraz nie pouczę, to zostanie mi już tylko wieczór...
- To tak, jak mi... Jakoś zasiedziałam się w necie, jak wróciłam.
- To tak, jak ja - uśmiecham się do niej.
- Ale wiesz co przeczytałam na pudełku...?
- Co?
- Ty wiesz, że Kuba Wojewódzki...
W związku z powagą informacji, notatki idą na bok...

Znowu dom

Wróciłam.
Zaparzam herbatę.
Co ja miałam zrobić? Ach, no tak, klasówka z matmy! Zaczynam się uczyć, ale po godzinie stwierdzam, że jest już za późno i że i tak nic nie zapamiętam...
Kładę się spać z myślą, że nauczę się rano. Ale i tak wiem, że dzięki "problemowi budzika" spóźnię się do szkoły i pójdę na lekcje kompletnie nieprzygotowana.

--------------------------

Julia Połowicz





Copyright 2007-2012 © Strona jest własnością Magazynu Parafialnego Parafii NMP w Komorowie.
Projekt / Administracja (LKP), Greyworm & Majka. Wszystkie prawa zastrzeżone.