Redakcja

Foto-
reporterzy

O "MP"

Archiwum

Wybrane artykuły

Foto-
reportaże

Komorów
na łamach MP

Wieczory
w Wieczerniku

Kontakt

Wybrane artykuły


 2003   2004   2005   2006   2007   2008   2009   2010   2011   2012   2013   2014   2015   2016   2017   2018 
Przejdź do spisu treści. MP nr83/08

Święto młodości na lądzie Ducha Świętego

Spotkania w Panu - korespondencja własna z Australii

nr 5 (83) z 13 IX 2008r. /str. 10-11

Sydney - Papież Benedykt XVI widziany na telebimie
Papież Benedykt XVI widziany na telebimie



Myślę, że nie jest łatwo być młodym katolikiem w dzisiejszym świecie, niezależnie w jakim kraju się mieszka. Wszystko zależy, w jakim środowisku ludzkim się przebywa. To właśnie przyjaciele, rodzina i Kościół pomagają młodemu człowiekowi wytrwać w wierze i w tym, aby dawał żywe świadectwo wiary z dnia na dzień. Wspominam słowa kardynała George'a Pell'a, wygłoszone na tegorocznej Mszy Świętej z okazji Światowego Dnia Młodzieży, która odbyła się w katedrze St. Marys w Sydney w Niedzielę Palmową. Mówił, że w dzisiejszych czasach młody katolik często ma uczucie, jakby ciągle płynął pod prąd i walczył z mocnymi falami, które go unoszą. Często się męczy i brak mu sił, ale najważniejsze żeby się nie poddawać, bo Jezus zawsze jest z nami i da nam siłę na dalszą drogę.
Te fragmenty świadectwa Basi Ślusarczyk, jednej z głównych odpowiedzialnych w Sydney za przygotowania młodzieży polonijnej do Światowych Dni Młodzieży 2008, nie są odosobnione. W czasie poprzedzającym te wspaniałe wydarzenia wielu młodych ludzi dzieliło się przede wszystkim LĘKIEM, jakim napawa ich fakt, że nie jest łatwo świadczyć o wierze w Boga w dzisiejszych czasach.
Musi czuć te doświadczenia obecny Piotr naszych czasów, Papież Benedykt XVI, skoro rozważając hasło tegorocznego spotkania "Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i staniecie się moimi świadkami" (Dz 1, 8) podkreślał wielokrotnie w swych słowach wygłoszonych do młodzieży, jak ważna jest odwaga w dawaniu świadectwa wierze.


Sydney - odpoczynek na placu przed spotkaniem z Ojcem Świętym
Odpoczynek na placu przed spotkaniem
z Ojcem Świętym



O przygotowaniach do tych jakże wielkich dni pisałam już na łamach Magazynu (patrz: MP Nr 6 (76), Październik 2007), teraz więc czas na dzielenie się konkretami. Jak było?
Światowe Dni Młodzieży 2008 (ŚDM 2008) są już historią, a może początkiem nowej historii Kościoła Katolickiego w Australii. Jak napisano w australijskiej prasie - dni te były "Tsunami wiary i radości". Jak nigdy jeszcze, tysiące młodych ludzi z całego świata przybywało w połowie lipca na kontynent australijski, by manifestować swoją wiarę, dzielić się swoją relacją z Bogiem i umacniać. Normalnym obrazkiem oglądanym w telewizyjnych newsach były wówczas uśmiechnięte twarze rozśpiewanych, kolorowo ubranych (często w narodowe barwy) i rozentuzjazmowanych tłumów młodych przybywających ze 170 państw całego świata.
Pierwszym etapem ŚDM 2008 były dni w diecezjach. Młodzi katolicy rozsiani byli po różnych parafiach w różnych stanach Australii. W atmosferze modlitwy i refleksji młodzi ludzie słuchali słowa Bożego i opowiadali, jak starają się nim żyć na co dzień z ich lokalnie żyjącymi tu rówieśnikami.
Zdarzały się ciekawe historie, jak na przykład ta, że kilkunasto-osobowa grupa z Angoli wylądowała na lotnisku w Sydney i pytała, gdzie mogą "złapać" autobus do Adelajdy. Biedacy myśleli, że to dzielnica Sydney, gdy tak naprawdę to stolica Południowej Australii oddalona ponad 1000 km od Sydney. W efekcie, wolontariusze z kilku diecezji urządzili zbiórkę pieniędzy na bilet samolotowy dla tych Angolańczyków.


Sydney - Zachodzące słońce w chwili śmierci Jezusa
Zachodzące słońce w chwili śmierci Jezusa



Byli też tacy, jak przedstawiciele Południowej Afryki, którzy przyjechali do Australii w krótkim rękawku, a to przecież sierpień jest środkiem tutejszej zimy, co oznacza temperaturę równą zeru rano i około 15-20 stopni w ciągu słonecznego dnia. Dla wielu młodych trzeba było organizować dodatkowe ubrania i koce, gdyż zimne noclegi w klasach szkolnych czy salach sportowych okazywały się trudne i przynoszące przeziębienia.
Spotkania w diecezjach Australii były ważne, lecz niewątpliwie najważniejsze były wydarzenia prowadzone w Duchu Świętym przez Papieża Benedykta XVI. Młodzi wiwatowali (każdy w swoim języku) na jego powitanie, gdy przypłynął w dniu oficjalnej inauguracji 17 lipca do nabrzeża w Sydney w Barangaroo oraz słuchali jego słów w skupieniu i atmosferze refleksji.
Nie będę pisać o wszystkich, których Papież Benedykt spotkał, bo zapewne mogliście, drodzy Czytelnicy Magazynu, dowiedzieć się tego z mediów, ale chcę zaznaczyć dwa z nich. Pierwsze, to spotkania z Aborygenami. To oni są "właścicielami" ziemi Ducha Świętego, jak nazywa się czasem Australię. Aborygeni byli tymi, których Papież witał, podziwiał za ich tradycyjne stroje, muzykę i tańce. Myślę, że czuli się oni zauważeni i docenieni przez niego.


Sydney - w modlitewnie oczekującym tłumie w Randwick
W modlitewnie oczekującym tłumie w Randwick



Drugie spotkanie, o którym chcę wspomnieć, to odwiedziny chorego w szpitalu. Historia była prosta. Oto około 60-letni australijski policjant umierał na raka, gdy zdradził swoim bliskim, że jego marzeniem było zobaczyć Papieża. I stało się - Benedykt XVI wygospodarował czas na to wzruszające spotkanie i uszczęśliwił owego człowieka zachwycając jednocześnie opinię publiczną symbolicznym gestem włożenia na swoją głowę policyjnej czapki.
"Tsunami wiary i radości"- jak wspomniałam powyżej, przechodziło przez Sydney i przynosiło dużo dobra. Każdego dnia w centrum miasta, tzw.City, odbywały się liczne koncerty muzyczne, wystawy, przedstawienia. Policjanci, którzy pilnowali porządku na jednej z takich imprez - Bondi Beach - stwierdzili, że jak żyją nie widzieli jeszcze tak wielkiego tłumu szalejącej młodzieży, która po prostu dobrze się bawi nie pijąc nawet grama alkoholu.
Ogromnym głębokim wydarzeniem dla mnie osobiście i dla wielu, z którymi rozmawiałam, było doświadczenie Drogi Krzyżowej. Specjalnie dobrani aktorzy wczuli się w role, znakomicie budując swoją powagą atmosferę głębokiej modlitwy i skupienia tłumów zgromadzonych w centrum miasta przy 7 wielkich telebimach, bowiem tylko aktorzy przemieszczali się z miejsca na miejsce pomagając nam w doświadczeniu dramaturgii wydarzeń Chrystusa niosącego krzyż i umierającego dla nas z miłości w obecności swych uczniów oraz kochającej Matki. Były łzy wzruszenia w oczach wielu. Absolutnie pięknie artystycznie wykorzystano znane obiekty City na poszczególne stacje. I tak, od St. Marys Cathedral do Opery House, poprzez Art. Museum a dalej Darling Harbour, Chrystus raz jeszcze prowadzony był pomiędzy tłumem, by za nas oddać życie. Po mistrzowsku wykorzystana była gra świateł w chwili zachodu słońca, w momencie sceny śmierci Chrystusa na krzyżu. Realistyczna i pełna czułości była scena oddania zabitego ciała Jezusa Jego Matce. Towarzyszące profesjonalnej grze aktorów rozważania biblijne czytane przy każdej stacji, jak i pełna głębi i powagi muzyka, dopełniały obrazów, które każdy pisał we własnym sercu.


Sydney - pielgrzymi w polskich chustach z wizerunkiem Jana Pawła II
Pielgrzymi w polskich chustach z wizerunkiem Jana Pawła II



Wiele było wydarzeń szczególnych i nie do zapomnienia. O wielu wciąż jeszcze dowiedzieć się można z Internetu, gdzie kontynuują swą działalność katolickie kluby dyskusyjne, jak choćby xt3.com, czy też umieszczane są świadectwa młodych (patrz: pulssydney.blogspot.com). Ja chciałabym zaznaczyć jeszcze jedno osobiste i wielkie doświadczenie wiążące się z mocą milczenia. Otóż w sobotni wieczór oraz niedzielny poranek 21 lipca, gdy na hipodromie Randwick niemal 500 tysięcy młodzieży modliło się z Papieżem, wszyscy zaproszeni zostali w pewnym momencie do chwili milczącej adoracji Jezusa wystawionego w Eucharystycznym Chlebie. I tłum zamilkł - naturalnie i magicznie, albo raczej po Bożemu i mocą Ducha Świętego. Było w tym krótkim milczeniu tak wiele świadectwa, że słowa nie są w stanie tego wyrazić. Było wyznanie wiary i Maryjne TAK dla Jezusa w XXI wieku.
Kolorowe stroje młodych, pełne symboli krajów, z których przyjechali, naznaczone były również pamięcią o pomysłodawcy ŚDM - Janie Pawle II. Piękne chusty z napisem PAMIĘTAMY w różnych językach nosili na plecach Polacy. Młodzież polonijna przedłużyła też inicjatywę spotkań przy katedrze w Sydney o 21.37, by modlić się o beatyfikację Jana Pawła II i podziękować za dar jego życia dla Kościoła.


Sydney - po spotkaniu z Papieżem w drodze do domu
Po spotkaniu z Papieżem w drodze do domu



Światowe Dni Młodzieży w Sydney 2008 przeszły już do historii, ale jednocześnie wciąż ją tworzą. Najwięksi bowiem sceptycy, koncentrujący się na tym, ile wydarzenie to będzie kosztowało, przyznawali, że było to coś większego niż przewidywali, wspanialszego niż się spodziewali i zaskakująco pozytywnego dla znakomitej większości mieszkańców australijskiej ziemi.
Mam nadzieję, że i Ciebie, drogi czytelniku Magazynu, wydarzenie to skłoniło do modlitwy za wszystkich, dla których katolicka wiara jest płynięciem pod prąd niezrozumienia i odrzucenia w świecie, który potrzebuje Boga bardziej niż kiedykolwiek.


Z serdecznymi pozdrowieniami zza Oceanów
Sr. Grażyna Rocławska CSFN

PS. Oh, oczywiście zapomniałam napisać, że Papież Benedykt XVI ogłosił miejscem kolejnego ŚDM w 2011 Madryt. Wywołało to oczywiście ogromną radość Hiszpanów, którzy nawet na kawałkach papieru umieszczali natychmiast napisy "C U in Madrid" (See you in Madrid - Do zobaczenia w Madrycie) i zapraszali głośno i radośnie do swojego kraju. Chyba będzie trzeba skorzystać, nieprawdaż?


--------------------------

s. Grażyna,CSFM Rocławska





Copyright 2007-2012 © Strona jest własnością Magazynu Parafialnego Parafii NMP w Komorowie.
Projekt / Administracja (LKP), Greyworm & Majka. Wszystkie prawa zastrzeżone.