Redakcja

Foto-
reporterzy

O "MP"

Archiwum

Wybrane artykuły

Foto-
reportaże

Komorów
na łamach MP

Wieczory
w Wieczerniku

Kontakt

Wybrane artykuły


 2003   2004   2005   2006   2007   2008   2009   2010   2011   2012   2013   2014   2015   2016   2017   2018 
Przejdź do spisu treści

Ukochani Przyjaciele misji!

List z Zambii

- MP nr 7 (85) z 14 XII 2008r. /str. 11-13



Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Wielka radość z przyjścia na świat Syna Bożego, naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa, który przyniósł pokój, radość, miłość i równość. Jezus narodzony w stajence uczy nas pokory, prostoty ducha, ubóstwa. Łamiąc się z Wami białym opłatkiem, życzę Wam, Ukochani, pokoju serca i radości, której świat dać nie może. Pragnę również każdemu z osobna podziękować za duchowe wsparcie, za modlitwę, ofiarowane cierpienia, trudy w intencji misji. Serdeczne Bóg zapłać za każdą ofiarę materialną złożoną na misje, a szczególnie za wsparcie materialne naszej misji w Lusace - Chawama. Dzięki Wam możemy pomagać bezdomnym, ludziom starszym, sierotom. Dziękuję z całego serca tym wszystkim, którzy zaadoptowali dzieci i dzięki temu mogą one chodzić do szkoły. Ludzie starsi często nie mają nikogo. AIDS to bezpośrednia przyczyna narastającej liczby sierot i ludzi bezdomnych.
Pokrótce wspomnę, co robimy: prowadzimy Dom Bożej Opatrzności dla bezdomnych - liczy on 20 osób starszych, które mieszkają w naszym domu, w tym trzech niewidomych, jedna bez nóg. Prawie wszyscy potrzebują szczególnej opieki i pomocy. Mamy 15 osób, które mieszkają we własnych domach, często bardzo marnych. Do Domu Opatrzności przychodzą po jedzenie i inne potrzebne rzeczy, jak mydło, proszek, odzienie.
W Domu Bożej Opatrzności mamy 30 sierot i około 50 sierot z zewnątrz, którym pomagamy zapewniając opłatę za szkołę, książki, ubranie, często też jedzenie. W Domu naszym jest świetne połączenie ludzi starszych i dzieci - wzajemnie się potrzebują i sobie pomagają, wspólnie tworzą rodzinę.
Jako Zgromadzenie prowadzimy Homecraft - szkołę gospodarczą dla około 70 dziewcząt, Community School - szkołę od I do IX klasy dla około 500 dzieci. Prowadzimy też przedszkole dla około 40 dzieci.
Nasze osiedle Chawama jest częścią Lusaki - stolicy Zambii. Należy ono do najuboższych, jest tu duże bezrobocie i duża przestępczość. Ludzie młodzi nie mają warunków do rozwoju duchowego i intelektualnego.
W dalszym ciągu udoskonalamy plac zabaw dla najmłodszych. Mamy też duże boisko dla młodzieży starszej. Na razie jest to wyrównany plac. Jeszcze raz serdeczne dzięki za pomoc duchową i materialną. Bez Was byłoby bardzo trudno wspomagać najbardziej potrzebujących. Bóg zapłać z całego serca za wszelkie dobro.
--------------------------
Życzę szczęśliwego i obfitego w Boże łaski Nowego Roku 2009.
S. Judyta BOŻEK


* * *


Dzisiaj jestem w łóżku - malaria i grypa. Bolą mnie też uszy. Oczywiście bolą kości - prawie zawsze przy malarii.
Moje współsiostry żartują: pewnie czarownice wzięły siostrę w nocy do pracy. W naszym przypadku to tylko jest żart, ale często ludzie wierzą, że czarownice mogą wziąć do pracy w nocy. Wierzą też, że za przyczyną czarowników niektórzy ludzie mogą się przemieszczać jak samolotem, a czasem ktoś spada z "zaczarowanych" pojazdów.
Wczoraj przyleciała s. Maria po urlopie z Polski. Zapachniało mi kwieciem ojczystej ziemi.



W niedzielę 7 lipca zakończył się Zjazd Księży Biskupów Afryki Wschodniej. Brało w nim udział ponad 200 biskupów. Na zakończenie spotkania w katedrze była msza święta. Zebranie odbyło się pod hasłem: "Przebaczenie sprawiedliwość i pokój". Biskupi omówili najbardziej palące problemy: AIDS, problemy polityczne po wyborach w Kenii i wiele innych.
W Domu Bożej Opatrzności mamy 3 studentów z uniwersytetu, z kierunku fizykoterapii, którzy ćwiczą z naszymi staruszkami. Matra, o której już wspominałam, ma amputowane nogi. Cztery lata była w szpitalu. Nie lubi, żeby ją brać na zewnątrz, ale studenci ćwiczą z nią i pewnie wkrótce sama będzie mogła wsiąść na wózek.
Znowu smutna wiadomość - trzy dni temu złodzieje ukradli nam największego prosiaka i bardzo pobili jednego psa. W tej chwili u nas jest zimno, wiatry wieją i jest bardzo dużo kurzu, a pora deszczowa jeszcze daleko. Można się spodziewać deszczu pod koniec listopada.
Ania, s. Aniela, s. Anna, s. Michalina i wszystkie dzieciaki pojechały do pobliskiego ZOO. Dzisiaj jest dzień wolny od pracy - Dzień Bohaterów. Dzieci miały radość, zapewne dobrze będzie się im spało. Ania im to zorganizowała.
Dnia 24 czerwca w naszej kaplicy Bożej Opatrzności odprawił mszę świętą Nuncjusz Apostolski dla Zambii i Malawii, arcybiskup Nicola Girasoli. Nazwisko nuncjusza w tłumaczeniu z włoskiego oznacza "Słonecznik". Przed mszą świętą oprowadziłam go po całym naszym ogromnym placu "bitwy": szkoła, przedszkole, Homecraft - szkoła gospodarcza, dom dla bezdomnych starszych ludzi i sierot, boisko, gdzie dużo młodzieży gra w piłkę, plac zabaw dla dzieci. Słoń wygląda imponująco. Obecnie pracujemy nad żyrafą - stoi wyniosła i patrzy na wszystko z góry. Nie jest jeszcze pomalowana.
Dzięki ofiarności naszych przyjaciół udało nam się zakupić dwa duże kotły do gotowania - każdy kosztował 4 500 $ - z przeznaczeniem jeden do szkoły, a drugi do Domu Bożej Opatrzności.



Dnia 14 czerwca miałyśmy "Fundraising walk" - marsz w celu zbierania pieniędzy na potrzeby Domu Bożej Opatrzności. Szły razem z nami nasze siostry nowicjuszki, dzieci z naszej szkoły, orkiestra policyjna, przedstawiciele kilku instytucji. Na ostatnim odcinku szedł z nami ambasador Kuby. Gościem honorowym była wiceminister z Ministerstwa Rozwoju i Opieki Społecznej. Szliśmy 11 km i każdy, kto szedł, miał prawo szukać sponsorów. Już na miejscu mieliśmy aukcję. Sprzedawaliśmy różne rzeczy, drobiazgi. Na przykład zrobiłam matę z wełny z motywami słoneczników. Zapłacono za nią K 350 000, to jest 100 $. Judith, jedna z naszych sierot, która spędziła kilka lat na ulicy, zrobiła dwa komplety serwetek, a s. Patricia - 30 ciast. Ania Pająk, John Phiri, Esther i Miriam zrobili dwa komplety poduszek, czego nauczyła mnie robić w Białymstoku s. Maurycja. Dzięki serdeczne - kochana Siostro. Mrs. A. Ngoma prowadziła aukcję i szło jej to świetnie. Kilka osób "zmusiła" do zrobienia zakupów.
Zapomniałam wspomnieć bardzo ważną osobę, mianowicie Esther Phiri - to zambijska bokserka, która wygrywa ze wszystkimi. Ostatnio walczyła z Niemką i Esther była lepsza. W zeszłym roku szła z nami Miss Zambii, a cztery lata temu - żona prezydenta.
Nasze dzieci z Przedszkola Bożej Opatrzności przygotowały repertuar w celu zabawienia gości i zrobiły to wspaniale. Nawet jak coś się nie uda małym dzieciom, to i tak nie odbiera to uroku. Jeden z maluchów wyszedł na środek i powtarzał: "My name is..." (nazywam się). Powtórzył to kilka razy, bo zapomniał imienia, jak też wierszyka. Jedna z dziewczynek powiedziała wierszyk, w którym poruszony był głęboki problem ludzi starszych. Ludzie starsi posądzani są o to, że są czarodziejami. Wierszyk był bardzo prosty:
Kiedy byłam mała, nazywano mnie aniołem.
Teraz, gdy jestem starsza, mówią o mnie: czarownica.
Dlaczego?



Kubański ambasador ofiarował nam zdjęcie Ernesto Che Guevary, ponieważ w tym roku 14 czerwca przypada 80. rocznica jego urodzin. Che Guevara to słynny rewolucjonista, który urodził się w Argentynie, walczył na Kubie, w Kongo, zginął w Boliwii. Pod zdjęciem Che Guevary umieszczony jest krótki życiorys. Ostatnie zdanie tłustym drukiem mówi, że jeden z dziennikarzy zapytał Jana Pawła II, co myśli o Che Guevara? Ojciec Święty odpowiedział: "Mało o nim wiem, ale skoro walczył dla ubogich, to zasługuje na mój szacunek". Jeden z obecnych biznesmenów powiedział, że jeśli ambasador postara się o zdjęcie Che Guevary z podpisem Fidela Castro, to da dla bezdomnych K 10 000 000 czyli około 3 000 $. Kilka dni temu ambasador dzwonił, że zdjęcie z podpisem Fidela Castro jest gotowe. Na razie biznesmen nie ma pieniędzy. Mam nadzieję, że je jednak otrzymamy, ponieważ bardzo nam są potrzebne.
Kiedyś spotkałam ambasadora Kuby u mr. Rosi. Rozmawialiśmy o Jezusie. Mówiłam do ambasadora, że będę szczęśliwa, jak on zaprzyjaźni się z Panem Jezusem. Wskazałam ręką na wiszący na ścianie wizerunek Pana Jezusa z Całunu. Na to pan ambasador: "Tak, Jezus podobny jest do Fidela Castro". Obok nas stał jeden z ambasadorów z kraju muzułmańskiego i dołączył do rozmowy: "Tak, to Jezus?" Mr Rosi mówił, że to jego brat. Zdjęcie brata mr. Rosi wisiało pod obrazem Pana Jezusa. Pokazałam skwapliwie, z trudem zachowując powagę. Kubański ambasador jest z nas bardzo dumny i zawsze powtarza, że robimy wspaniałą robotę. Zawsze staram się go przekonać, że Pan Jezus był pierwszym rewolucjonistą; pierwszy głosił miłość i równość.
Muszę dopłacić jeszcze K 5 000 000 do zbiornika na wodę do szkoły. W kuchni szkolnej powinniśmy zrobić okap - to będzie kosztowało około K 4 000 000. Powinniśmy też odnowić dom dla bezdomnych, który ma 40 małych pokoi, nie mówiąc o kaplicy, jadalni. Istnieje potrzeba budowy laboratorium dla szkoły. Sporo jest jeszcze do zrobienia, jeśli chodzi o plac zabaw dla dzieci.
Kilka tygodni temu razem z Anią Pająk spędziłyśmy cały dzień wożąc do szpitala troje dzieci. Jeden to 12-letni chłopiec, który nie chodzi, nie mówi i trzeba go karmić, bo ma wykręcone ręce, nie może normalnie siedzieć, bo ma wykrzywione nogi. Niezbyt dużo można dla niego zrobić, chyba tylko tyle, żeby operacyjnie wyprostować ręce i nogi. Drugie dziecko to 6-letni chłopiec, który jest sparaliżowany. Trzeci chłopiec - John, nie mówi, brak mu równowagi, chociaż rozumie, co się do niego mówi i ma uroczy uśmiech.



Od kilku tygodni jest z nami w Domu Bożej Opatrzności Lina, która jest sierotą. Lina jest trudna, bije inne dzieci, jest agresywna. Mieszkała wcześniej z krewnymi na wsi, gdzie zmuszano ją do pracy: musiała nosić wodę, a ma przecież zaledwie 8 lat. Często była głodna. Nawet teraz jest gotowa pobić się o jedzenie. Ale czy można się dziwić? Linę trzeba oswoić, to znaczy musi uwierzyć, że jest kochana, bo nie zaznała miłości wtedy, kiedy jej najbardziej potrzebowała. Z dnia na dzień staje się coraz lepsza.
Norris płakał kilka razy w szkole, także w domu, a na pytanie: dlaczego płacze, odpowiadał: tęsknię za mamą. Mama zmarła kilka lat temu. Norris ma 11 lat, mimo to moczy się w nocy. Ostatnio śpi w pokoju obok Ani Pająk, która budzi go do WC. Kiedyś robiłam to sama z innymi dziećmi.
Mieliśmy też przypadek z Johnsonem - sierotą z Mozambiku. Otóż okazało się, że to nabieracz. Wiadomości o Zgromadzeniu i imiona sióstr miał z Internetu. Chciał nas nabrać, ale to mu się nie udało. Szybko wezwałyśmy naszą przyjaciółkę Teresę, policjantkę o bardzo wysokim wzroście i zrobiłyśmy zasadzkę. Naciągacz kilka dni spędził na policji w celi. Pochodzi z Tanzanii, a nie z Mozambiku. Policja z Tanzanii została powiadomiona, pobrano odciski palców, jak wpadnie jeszcze raz, to źle skończy. Policja znalazła przy nim dwa zeszyty 80-kartkowe z adresami domów zakonnych w kilku krajach Afryki. Zapytano go, dlaczego chce oszukiwać domy zakonne? Johnson wyjaśnił, że siostry i księża są bardzo miłosierni, dużo pomagają i łatwo ich nabrać. Wspominał też, że księża mu pomagali. "To tak chcesz kąsać rękę, która cię karmiła?" - mówił mu policjant. Może się czegoś nauczył. Myślę, że uratowałyśmy inne siostry przed nabieraczem.



Dnia 7 października Ania Pająk wyjechała do Polski. Smutno bez niej. Zwłaszcza dzieci przyzwyczaiły się do niej, bo zawsze była z nimi, zwłaszcza wieczorami. Często organizowała im ognisko, wycieczki, gry. Ze starszymi dziećmi przeprowadzała różne dyskusje, pomagała też dzieciom w czytaniu. Ania całkowicie "zakochała się" w Afryce. Dla dzieci i starszych ludzi zawsze miała otwarte serce.
Dnia 16 października 2008 r. przyjechała do nas Asia Ratajczak, wolontariuszka z Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego. Kontynuuje pracę Ani, a ponadto ćwiczy ze starszymi ludźmi, między innymi z Maggie, która bardzo brzydko złamała nogę. Dzieci bardzo szybko zaakceptowały Asię, choć chciałyby, żeby Ania wróciła.
W październiku mieliśmy warsztaty zorganizowane przez przedstawicieli rodziny holenderskiej, która pomaga misjom. Nam pomogła w zrobieniu parkingu, w zakupie kotłów, częściowo w malowaniu Domu Bożej Opatrzności. Przed ich przyjazdem sporo musiałam popracować nad przygotowaniem rozliczenia i sprawozdania. Ta rodzina pomaga nam co roku w małych projektach.
W sobotę 15 listopada skorzystałyśmy z zaproszenia nuncjusza i miałyśmy dzień skupienia w jego rezydencji. Było nas 21 sióstr Misjonarek Świętej Rodziny wraz z nowicjuszkami. Trzy były nieobecne. O godzinie 930 miałyśmy konferencję, którą wygłosił arcybiskup nuncjusz. Tematem konferencji była duchowość słonecznikowa. Najpierw była mowa o trudnościach na modlitwie, roztargnieniach. Słoneczniki zawsze są skierowane w kierunku słońca. Arcybiskup nuncjusz mówił też o trzech rodzajach modlitwy i postawy duchowej: I - Amen, II - Alleluja, III - Hosanna. Postawa słonecznika to postawa Amen, bo postawa słonecznikowa na modlitwie to postawa bierna. Trwa przed Panem. Postawa słonecznika na modlitwie, to znaczy że nie zniechęcam się roztargnieniami, znużeniem, nawet zasypianiem. Jak słonecznik trwam przed Panem i oddaję Mu cześć, uwielbiam Go, trwając przed Nim zawsze: czy pogoda, czy deszcz, nawet w nocy, kiedy nie ma słońca, słonecznik trwa, a raczej jego cień.



Po konferencji do godziny 1230 był czas wolny na refleksję w kaplicy lub w pięknym ogrodzie. O 1230 była msza święta z homilią na temat przebaczenia i pojednania. Następnie każda z nas otrzymała różaniec papieski.
Zapomniałam wspomnieć, że przed konferencją ks. sekretarz nuncjusza - Francuz, oprowadził nas po domu. Pokazał pokój, w którym mieszkał Jan Paweł II w czasie wizyty apostolskiej w Zambii. Gdy sekretarz odszedł, to część sióstr, tych gorliwszych, siadała na papieskim łóżku, niektóre przytulały się do poduszki z nadzieją, że świętość Papieża przejdzie na nie.
Najmłodsze siostry wręczyły nuncjuszowi mały dywanik ręcznie utkany z motywem słoneczników. Siostry zaśpiewały piosenkę w języku angielskim o słonecznikach, o prawdzie i pokorze. Na zakończenie śpiewu każda z nich położyła się na ziemi, jako wyraz szacunku, bo nuncjusz reprezentuje Papieża w Zambii. Nuncjusz odwrócił się do mnie i zapytał: Co to ma oznaczać? Oznaka najwyższego szacunku - Ekscelencjo - odpowiedziałam cicho.
Na zakończenie zrobiliśmy wspólne zdjęcie i wróciłyśmy do domu: siostry do Kapri i Kabwe, a my do Chawama. Każda szczęśliwa i zarażona entuzjazmem nuncjusza.
Osobiście kocham słoneczniki już od dawna. Słonecznik to dla mnie symbol radości i nadziei.
W każdy poniedziałek mamy całodzienne wystawienie Najświętszego Sakramentu w naszej kaplicy. O godzinie 1700 dzieci mają wspólny różaniec. Najmłodszy z naszych dzieci to Steward, ma 5 lat. Po kilku minutach pobytu w gorącej kaplicy zaczął strasznie się kiwać. Wszyscy zaczęli się martwić, że wypadnie z ławki. Dałam znak Johanowi, żeby Steward przeszedł do mnie, co też uczynił. Minutę później już spał beztrosko, czasem poruszając rękoma. Patrząc na jego brązową, okrągłą, zaspaną buzię i jego żółtą koszulkę, pomyślałam: ten to prawdziwie modli się jak słonecznik.
Ostatnio do Domu Bożej Opatrzności dołączyło starsze małżeństwo. Ich dzieci poumierały. Oni nie mają siły pracować, nie mieli pieniędzy, by płacić za wynajmowane mieszkanie, więc wyrzucono ich na ulicę.



Jedna z naszych dziewcząt - Chanda (nie podaję prawdziwego imienia) ma 10 lat i od kilku miesięcy jest z nami. Jej ojciec zmarł kilka lat temu, matka wyszła za mąż po raz drugi. Pewnego dnia, gdy dziewczynka miała 7 lat, ojczym ją zgwałcił. Kiedy matka zdenerwowana poszła zgłosić na policję, to ojczym w międzyczasie wypił truciznę i zmarł. Kilka miesięcy później Chandę zabrali rodzice ojca na wieś, gdzie była bardzo źle traktowana. W tym roku przyjechała do Chawama do babci, matki mamy. Babcia Chandy opiekuje się 5 innymi sierotami, nie mając żadnej zapomogi. Przychodzi do naszego Domu dla bezdomnych po jedzenie, ubrania, proszek do prania, dzieci zaś wysyłamy do szkoły. Chanda jest z nami, ponieważ chcemy jej pomóc. Nawet babcia i inne dzieci nazywają ją "głupia". Chanda chodzi do I klasy, ma duże roblemy z koncentracją i ma ogromne zapotrzebowanie na miłość. Miłość i tylko miłość może wyleczyć głębokie rany wczesnego dzieciństwa.
Asia przygotowuje Jasełka z dziećmi. Już są przydzielone role. Świętym Józefem będzie Vincent, a Maryją - Memo, anioł Gabriel - John. Tradycyjnie przyjdzie też św. Mikołaj. Mam nadzieję, że znajdzie prezenty. Od lat jestem świętym Mikołajem.
Jeszcze raz serdecznie dziękuję za modlitwy i dary materialne. Niech Bóg hojnie wynagrodzi. Z prośbą o modlitwę, zawsze wdzięczna


--------------------------
s. Judyta Bożek od Opatrzności Bożej




Copyright 2007-2012 © Strona jest własnością Magazynu Parafialnego Parafii NMP w Komorowie.
Projekt / Administracja (LKP), Greyworm & Majka. Wszystkie prawa zastrzeżone.