Redakcja

Foto-
reporterzy

O "MP"

Archiwum

Wybrane artykuły

Foto-
reportaże

Komorów
na łamach MP

Wieczory
w Wieczerniku

Kontakt

Wybrane artykuły


 2003   2004   2005   2006   2007   2008   2009   2010   2011   2012   2013   2014   2015   2016   2017 
Przejdź do spisu treści

Wyciąć w pień!

I tak Bóg stworzył świat..., czyli okiem geologa

- MP nr 7 (85) z 14 XII 2008r. /str. 32



No i zaczęła się zima. Święta za pasem. Tradycyjnie trzeba lecieć poszukać choinki, bo jakże tak... bez choinki, bombek i prezentów? Idę więc na ten plac z choinkami, oglądam, przebieram i przypomniała mi się historia, co ją opowiadał koleś mieszkający w Beskidach.

Lotnicze zdjęcie osuwiska w Lachowicach k. Suchej Beskidzkiej.

Lotnicze zdjęcie osuwiska w Lachowicach k. Suchej Beskidzkiej. Zaczerpnięte z publikacji PIG. Fot. Marek Ostrowski



Działo się przed laty, a podobieństwo wszelkich postaci i sytuacji, jeśli już, to zupełnie przypadkowe i niezamierzone. Zima to była marna i taka byle jaka. Całą jesień padało, mżyło, a i w grudniu, co śnieg spadł, to się topił. Ziemia nasiąkła wodą jako ta gąbka. Ale na Boże Narodzenie, zgodnie ze zwyczajem, choinka z lasu musi być. Wzięli ze szwagrem siekiery, piłę i jazda za rzekę pod Lipową Starą Kopę. Tam na zboczu już od niepamiętnych czasów cała wieś rąbała z zapałem drzewka. Nie tylko na świąteczne choinki, ale co okazalsze chojaczki szły pod topór na opał, na dłużyce, na krokwie, na tyczki do siana. Halny też kiedyś zrobił swoje, bo jak mawiają w tych stronach - "bór draśnięty wiatr powali". Mówiąc jaśniej, gdy las mocno przerzedzono, a pnie wysmukłe i słabe, to wichura wdarła się do środka i powaliła sporo drzew. Część złamała, część wywróciła. Na wykrotach wschodziły i ledwie trzymały się korzeniami nowe, śliczne samosiejki choineczki - w sam raz pod siekierkę na bożonarodzeniowe drzewko.
I tym razem Maciek ze szwagrem zabrali się za rąbanie. Szło kiepsko, bo ciemno się już zrobiło - dni krótkie i pochmurne. Wszystko mokre, oślizłe, brrrr. Zawsze brali więcej choinek, bo to i do siebie do chałupy i do sąsiadów, co by krzywo nie patrzyli, a i czasem przejezdny jaki się trafił, co to hyc, świerczek na samochód i specjalnie nie targował się o cenę. Ale jak sobie popracowali, tak i siedli na wielgachnym, sczerniałym pniu po starym świerku. Zakurzyli po papierosku. Szwagier z całą siłą i złością na tę zgniłą zimę wbił siekierę w sąsiedni pieniek. Deszcz kropił i niby bez wiatru, ale jakoś tak cienie drzew i rozmazane światła ze wsi zadrgały, zakołysały i poczuli, że... jadą. Jechali przytuleni obaj na pieńku, trochę w strachu, jak to w dzieciństwie, gdy zimą na snopku słomy po śniegu zbytnio się rozpędzili w dół stoku. Przejechali tak z dobre kilkadziesiąt metrów, trudno orzec, bo ciemno było. I jak się z wolna zaczęło, tak wolno i miękko zahamowało.



Trochę zaskoczeni tym pozbierali choinki na przyczepkę, uruchomili traktorek i jazda do wsi. Ale leśna droga, co zawsze biegła po zboczu Lipowej Starej Kopy do wsi, nagle się skończyła. Trafili na ścianę lasu. Sporo czasu zajęło im znalezienie wyjazdu i gdy przejeżdżali koło zabudowań kolonii, co to od ich wioski za rzeką była, ujrzeli jakiś bałagan i krzątaninę. Chałupa Jaśków przechylona, złamana taka; stodoła krzywa, trzeszczy jeszcze; w obórce odpadła cała ściana i pół dachu, krowy ryczą. Co się dzieje !?
Osunęła się ziemia na wylesionym, namokniętym zboczu góry. Stare korzenie ściętych drzew obumarły, młode jeszcze nie wrosły w piaskowce i iłowce karpackiego fliszu. Zbocze straciło stabilność. Jakby ogromną szuflą ścięta łuska ziemi zjechała do rzeki.
Tyle opowiastka. Ja natomiast dla pewności zagadnąłem sprzedawcę: - A to ze szkółki? - Taaak, tak. Psze pana! Teraz nikt już nie tnie w lesie. Nie można. A poza tym w szkółce równe, ładniejsze - jedna w drugą. No i jak? Niech pan słucha! Bierze pan?
Kiedy pakował mi choinkę w elastyczny, siatkowy rękaw, pomyślałem sobie: jak to dobrze, że u nas nic nie wycinają. Bo jeszcze, nie daj Panie Boże, zaczęła by się ogołocona z drzew ziemia osuwać, na przykład, od alei Marii Dąbrowskiej w kierunku Utraty. Niby spadek niewielki, ale praw fizyki, niech pan słucha, pan nie zmienisz.

--------------------------

Wojciech Irmiński





Copyright 2007-2012 © Strona jest własnością Magazynu Parafialnego Parafii NMP w Komorowie.
Projekt / Administracja (LKP), Greyworm & Majka, M. Bąkowski. Wszystkie prawa zastrzeżone.